Zakręty losu - trylogia
Rozrywnik

Zakręty losu - trylogia

Ostatnia strona książki i już czujesz, że będziesz potrzebować kilku godzin na pogodzenie się z tym, że to już naprawdę koniec.

Nieczęsto tak mam, ale tak właśnie czułam się w tym przypadku.W trylogii Zakręty losu Agnieszki Lingas-Łoniewskiej mamy niezły misz-masz: mafijne porachunki, rodzinne dramaty i wielkie uczucia. Wszystko razem wzbudza ten dziwny rodzaj uzależniających emocji, który nie pozwala na gaszenie światła o ludzkiej porze.

Na początek czuję się zobowiązana, by wyjaśnić, dlaczego na zdjęciu głównym znalazł się Marcin Dorociński. Otóż wyczytałam, iż autorka pisząc tę trylogię właśnie tak wyobrażała sobie głównego bohatera. I ja się z nią zgadzam, idealnie pasuje. Co prawda w powieści nie ma nic na temat sympatii Lukasa do zwierząt, ale to zdjęcie mnie ujęło i tyle (mimo że znalazłam inne, które znacznie bardziej odzwierciedlały Lukasa jako gangstera, na przykład takie albo takie).

Wracając do sedna, Zakręty losu to opowieść o dwóch, bardzo różniących się od siebie braciach. Młodszy, Krzysiek spełnia ambicje rodziców zostając najlepszym adwokatem w mieście, starszy, Łukasz (znany jako Lukas) staje się najważniejszą postacią mafii narkotykowej o dużym zasięgu. Skomplikowane życie tego drugiego ma ogromny wpływ na jego bliskich, szczególnie Krzyśka i jego ukochaną.

Przyznam, że początek pierwszej części mnie zniechęcił. Miłosne perypetie nastolatków? Chyba już nie ten wiek na czytanie takich powieści... ale to wszystko okazuje się być potrzebnym wstępem, a późniejsze wydarzenia pokazują, jak duże znaczenie ma przeszłość i decyzje, które wtedy zostały podjęte. Jedno nieprzemyślane posunięcie zmienia całe życie.

Gdy już wkroczyłam w dorosły świat bohaterów, ciężko mi było go porzucić. Koleje losu są coraz bardziej dramatyczne, historia aż kipi od ogromu emocji. Chłoniesz każde słowo i zastanawiasz się, co jeszcze złego może się zdarzyć. To ten stan, gdy łapiesz się na tym, że czytasz szybko, bo chcesz jak najszybciej dowiedzieć się, czy istnieje choć cień szansy na szczęśliwe rozwiązanie.

Zakręty losu


Najmocniejszym ogniwem trylogii jest jej ostatnia część, będąca praktycznie spowiedzią Lukasa, który opowiada bratu o swoich zagmatwanych, nieszczęśliwych losach. Sama jego postać jest zdecydowanie najbardziej wielowymiarowa i wyrazista ze wszystkich, niesamowite jest być świadkiem jego przemiany - świadomego wyzbywania się resztek człowieczeństwa, by stać się zimnym, wyrachowanym automatem. Ostatni tom jest bardzo ważny dla całej opowieści, pomaga zrozumieć tę ewolucję, lecz nie usprawiedliwia niegodziwości, do jakich Lukas się posunął.

Co było dla mnie najbardziej magnetycznego w tej historii? Niespotykana wiarygodność bohaterów, wynikająca pewnie głównie z tego, że większość akcji rozgrywana jest we Wrocławiu i autorka często wspomina o konkretnych miejscach. Miałam irracjonalne wrażenie, że to wszystko rozgrywało się gdzieś blisko mnie, że może mijałam ich kiedyś na ulicy, może znam kogoś, kto ich zna? ;) Nawet mafijne powiązania i kryminalne wątki tej autentyczności nie ujmują. Z drugiej strony, coś co może zburzyć tę prawdziwość, to ogrom uczuć, niemalże ich patetyczność. Miłość w tej powieści jest idealna, bezgraniczna i niezmącona upływającym czasem.

Nie polecam zagłębiania się w tę pozycję przed ważnym egzaminem, deadline'em itp, bo istnieje duże prawdopodobieństwo zawalenia terminów - żeby nie było, że nie ostrzegałam.

Abstrahując od powieści, twórczość tej wrocławskiej pisarki miałam przyjemność poznać kilka lat temu, jeszcze zanim wydała swoją pierwszą powieść (trąci hipsterstwem, wiem, ale taka prawda ;) ) – natrafiłam w internecie na kilka jej tekstów typu fan fiction. Wygląda na to, że sukces już wtedy był przesądzony, bo kolejno publikowane rozdziały były wręcz pożerane przez czytelników, którzy ciągle krzyczeli o więcej :) Przy takim dopingu chyba grzechem byłoby zaniechanie prób wydania swojej pracy. Na szczęście tak się nie stało i do tej pory pojawiło się aż 8 książek Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, w tym jedna wydana w USA.

Spłodziła: Baba druga