Gry przygodowe
Rozrywnik

Z Arkadii na Syberię, czyli daj się wciągnąć w przygodę!

Tajemnice, zagadki i ładne obrazy to coś, co mnie przyciąga i angażuje na dłużej. Jestem więc idealnym odbiorcą gier przygodowych. Może Ty też?

Być może powiesz, że to strata czasu. Dla mnie to taki film, w którym sama mogę uczestniczyć. Co prawda fabułę już ktoś napisał, ale jakiś rodzaj satysfakcji daje mi odkrycie rozwiązania, przejście do nowej lokacji, czy ukończenie rozdziału. Uczucie porównywalne do wskazania zabójcy, zanim zrobi to bohater kryminału.

Raczej nie jestem typem, który zaczyna i kończy przygodówkę w ciągu weekendu. Nie „przebiegam” gry z wydrukowaną solucją na kolanach, nie ślęczę też godzinami. Raczej dawkuję. Zazwyczaj przejście zajmuje mi kilka tygodni, a czasami  wracam do czegoś po miesiącu. Do niektórych tytułów muszę mieć po prostu odpowiedni nastrój. Nie wszystkie kończę – jeśli fabuła idzie w kierunku, który nie przypada mi do gustu, bądź zagadki są nudne lub kompletnie nielogiczne, gra idzie w odstawkę. Są i takie, które czekają, aż do nich wrócę. Bo wrócę na pewno, tylko muszę poczekać, aż pamięć zatrze szczegóły – w przeciwnym razie nie będzie zabawy :)

Postanowiłam zaprezentować Wam, które tytuły zrobiły na mnie największe wrażenie (kolejność przypadkowa, bo jednak nie potrafię ułożyć rankingu).

Gray Matter

Południowa Anglia. Iluzjonistka Samantha przypadkowo trafia do domu Davida Stylesa – genialnego neurobiologa badającego możliwości ludzkiego umysłu i nie mogącego poradzić sobie ze śmiercią swojej pięknej żony. Bohaterka zostaje wplątana w ciąg dziwnych eksperymentów i jeszcze dziwniejszych ich następstw. Mamy tu starą, wiktoriańską posiadłość, piękne lokacje Uniwersytetu Oksfordzkiego, zjawiska paranormalne i tajemniczy klub magiczny. Wszystko podane w nastrojowej oprawie muzycznej i ładnej, choć niezbyt zaawansowanej (jak na obecne czasy) grafice. Gra była przygotowywana wiele lat przez Jane Jensen, słynną projektantkę trylogii Gabriel Knight.

Syberia I i II

Klasyka gatunku, którą zna (lub chociaż o niej słyszał) każdy miłośnik przygodówek. W tym roku pierwsza część obchodziła swoje 10 urodziny. Można by pomyśleć, że po tylu latach postępu technologicznego tak stara gra niczym już nie zachwyca. Ale jest inaczej  - i myślę, że dotyczy to także innych, dobrych gier tego gatunku. Syberia nadal wymieniana jest jako wzorzec doskonałej przygodówki, gdzie zarówno fabuła, sceneria, jak i zagadki spójnie składają się w magiczną historię, od której ciężko się oderwać.

Amerykańska prawniczka Kate Walker przybywa do leżącego w Alpach Francuskich miasteczka Valadilene, gdzie ma sfinalizować zakup fabryki zabawek. Niestety, sprawy się komplikują – okazuje się, że właścicielka fabryki nie żyje, a na dodatek istnieje spadkobierca, Hans Vollalberg, który przebywa na dalekiej Syberii. Kate postanawia go odnaleźć i wyrusza w podróż… nakręcanym pociągiem.  Po drodze zwiedza malownicze miejsca, napotyka wiele przeszkód i rozwiązuje ciekawe zagadki, których przewodnim elementem są często skomplikowane automaty. Część druga to kontynuacja podróży, wcale nie gorsza (a w moim odczuciu nawet lepsza) od poprzedniczki. Od kilku lat zapowiadana jest Syberia III  i ośmielę się stwierdzić, że jest to w tej chwili chyba najbardziej oczekiwana kontynuacja w gatunku gier przygodowych.



Seria Secret Files

Wydawnictwa tej serii to kawał dobrej przygody w różnych częściach świata. Bohaterka  cyklu – rudowłosa Nina odwiedziła m. in. Rosję, Kubę, Portugalię, Chiny czy nawet Antarktykę. Zarówno w Secret Files: Tunguska, jak i Secret Files 2: Puritas Cordis dużo się dzieje, co krok napotykamy na łamigłówki  o zróżnicowanym stopniu trudności.  Fabuła to jedna wielka teoria spiskowa – w pierwszej części poznajemy tajemnice katastrofy w Tungusce, w drugiej wyruszamy na ratunek światu targanego przez falę klęsk żywiołowych. Część trzecią -The Archimedes Code dopiero zaczynam (niestety, w wersji angielskiej, ponieważ jak do tej pory nie ma planów wydania gry w Polsce) i jestem postawiona niemalże w obliczu zbliżającej się apokalipsy... Strach pomyśleć, co przyjdzie do głowy twórcom, gdy zdecydują się na wyprodukowanie czwartej ;) Niemniej jednak cykl ten jest bardzo ceniony, a każda nowa odsłona wyczekiwana przez tysiące fanów.

Najdłuższa Podróż (The Longest Journey) i  Dreamfall

Pierwsza z wymienionych powstała dobrych 13 lat temu. Jej fabuła natomiast osadzona jest w roku 2209. Kierujemy postacią April Ryan, studentki Akademii Sztuk Pięknych w Newport. Bohaterka odkrywa drugi, równoległy świat, zwany Arkadią – magiczną krainą zamieszkałą przez fantastyczne ludy. To, co wyróżnia tę kultową grę to duża ilość wątków, poruszanych problemów i wielowymiarowych postaci, z której niemal każda ma swoją małą historię. I tu uwaga, wiele z tych osobistości potrafi mocno rzucić mięsem! ;) W polskiej wersji językowej głosu April użyczyła Edyta Olszówka.

Najdłuższa Podróż to kolejny klasyk, należący do grona tych niedoścignionych. Do tego stopnia, że nawet sequel – Dreamfall był dla autorów wyjątkowo twardym orzechem do zgryzienia. Bo owszem, wyszło całkiem nieźle, ale już nie tak dobrze, jak za pierwszym razem. W kontynuacji wydanej w 2006 roku akcja rozgrywa się 10 lat później. Główną rolę przejmuje Zoë Castillo (w polskim dubbingu – Agnieszka Grochowska), jednak w trakcie gry spotykamy także starszą o dekadę April.  Dreamfall serwuje nam trójwymiarową grafikę i elementy zręcznościowe, które nie zostały zbyt entuzjastycznie przyjęte przez fanów. Mnie tytuł ten ujął przede wszystkim piękną muzyką, a rozczarował swoją długością  - grą cieszymy się o ponad połowę krócej, niż jej poprzedniczką. Kilka dni temu pojawiły się w końcu konkretne informacje na temat kolejnej części , której premiera nieustannie odkładana jest w czasie. Oczywiście, mam zamiar również w nią zagrać, choćbym miała być już po pięćdziesiątce ;)

Spłodziła: Baba druga