Iza Kuna Warsaw by night
Rozrywnik

Warsaw by night - to nie jest romantyczna komedia

Dzisiaj wchodzi do kin Warsaw by Night. Możesz nie lubić Warszawy, możesz nie lubić nocnego życia, ale film obejrzyj. Pod warunkiem, że lubisz trochę mocniejsze kino. Wiem, wiem, zarówno plakat, jak i zwiastun filmu sugeruje, że mamy do czynienia z kolejną lekką komedią niczym Lejdis. Nie, nie jest to ani komedia, ani frywolna walentynkowa propozycja.

O czym jest film?
O atawistycznej potrzebie bliskości. O czterech kobietach, chociaż w sumie pojawia się ich dziesięć. O kilku mężczyznach, chociaż ich postaci są tu zdecydowanie mniej wyraziste. O całej gamie emocji, na pozór bardzo płytkich, pierwotnych, jednak jakże prawdziwych. O swoistej samotności i potrzebie zmiany, oderwania...

Cztery epizody, jeden taksówkarz i jeden lokal w centrum Warszawy. Cztery główne bohaterki, to kobiety, które w zasadzie nic nie łączy. Są w skrajnie różnych momentach życia, mają inny status społeczny i inne potrzeby. Po prostu mieszkają w Warszawie.

Sceny w filmie pozostawiają widza z niedosytem, są jakby niedokończone, niedopowiedziane. Takie kino lubię najbardziej, chociaż zdaję sobie sprawę, że wielu widzów może mieć skrajnie inne oczekiwania. Pewnie dlatego film ma bardzo różne recenzje. Ja nie jestem recenzentką filmową i nie muszę się kusić na skomplikowane wywody. Po prostu film zrobił na mnie spore wrażenie, chwilami rozbawił, ale pozostawił z przemyśleniami.

Idź i zobacz – przy okazji co sądzisz o teorii bilokacji?

P.S. Tak sobie zdałam sprawę, że to pierwszy polski film, o którym napisałam na blogu, a bardzo lubię polskie kino ... hmm, bo zawsze się za długo zbierałam się z recenzją i okazywało się, że już jest milion innych recenzji, zatem powstrzymywałam się od głosu ...

Spłodziła: Baba jedna