Tylko kochankowie przeżyją
Rozrywnik

Tylko kochankowie przeżyją - na pewno nie recenzja

Od początku angażuje, czaruje i wciąga jak trąba powietrzna. Hipnotyczny i wypełniony intrygującą muzyką najnowszy film Jimiego Jarmuscha, to produkcja którą musisz zobaczyć.
Dlaczego?

Po pierwsze dla muzyki, która jest nietuzinkowa i wysmakowana. Już od pierwszej sceny będziesz chciała się w nią zatopić. Dla samej muzyki warto iść do kina i usłyszeć ją przestrzennie, w pełni się delektując.

Po drugie dla osobliwie "estetycznie" wysmakowanych scen. Dość długie ujęcia, ten cudowny nieład w tle i cała masa emocji.

Po trzecie dla Tildy Swinton, aktorki kompletnej. Aktorki, która do klasycznych piękności może nie należy, ale jej gra porywa i uwodzi.

Po czwarte, żeby wtopić się w nieco ckliwy, przeintelektualizowany klimat wiecznie trwającego romansu dwóch wampirów. Jeśli jednak jesteś miłośniczką Edwarda Cullena lub Tommy’ego z Christophera Moora, to możesz poczuć się lekko zawiedziona.

Po piąte, żeby niemal poczuć smak krwi. Serio – ja go prawie poczułam.

Tylko kochankowie przeżyją

No i ten dr Faust...

Nowy film Jarmuscha to pytanie o nieśmiertelność, o siłę uczucia i moc obietnic w obliczu nieskończenie płynącego czasu. Piękne, wysmakowane zdjęcia nocnych miast w połączeniu z atmosferą melancholii, mroczną muzyką Black Rebel Motorcycle Club, ale i charakterystycznym dla Jarmuscha wyrafinowanym, subtelnym humorem dają w efekcie stylową, dekadencką perełkę. Jak ty byś przeżył swoją nieskończoność?

No dobra recenzja tu :)


Po prostu idź do kina i już. Mi się udało złapać pokaz przedpremierowy, w sam raz na walentynki. Regularnie w repertuarze już od 7 marca.

Spłodziła: Baba jedna