fot. materiały prasowe
Rozrywnik

Święta Czwórca - nie tylko dla czechomaniaków

Miłośników czeskiego kina nie muszę przekonywać, bo i tak to zobaczą. Tych co zdecydowanie nie lubią czeskiego kina też nie będę przekonywać, bo i tak im się nie spodoba. Z założenia piszę zatem do całej reszty, pod warunkiem, że ta reszta nie jest szczególnie pruderyjna. Jako czechofilka musiałam zobaczyć Świętą Czwórcę, chociaż akurat nie jestem szczególna fanką Jana Hřebejka.

Recenzje są zróżnicowane, chociaż przeważają niepochlebne. Twórcy filmu zarzuca się płytkie podejście do tematu, powierzchowność, mało wyraziste postaci i brak morału. Ja jestem innego zdania, uważam że to jedna z lepszych czeskich komedii, jakie ostatnio widziałam. Lekka, a nawet bardzo. Przypomina raczej sorbet malinowy, niż lody bakaliowe z bitą śmietaną. Za to właśnie lubię czeskie kino. Bez zbędnych morałów, bez zadęcia. Temat nie nowy, ale też nie wyświechtany. Gdyby Polak zrobił film o podobnej tematyce, to historia skończyłaby się rozwodami, wizytami u psychoanalityków, zwolnieniami z pracy i aferą w szkole. Tu nic takiego się nie dzieje, bo to CZESKI FILM.

Nie spodziewaj się wielkich fajerwerków, motyli w brzuchu i moralnego niepokoju. Nastaw się na dobrą, lekką rozrywkę, bez szczególnego moralizatorstwa. Może sam początek nie należy do najdynamiczniejszych, ale film jest krótki, zatem nie zdążysz się znudzić zanim akcja się rozwinie. Na pewno polubisz głównych bohaterów, bo nie da się ich nie lubić. Nie zbrzydzisz się scenami erotycznymi (chyba, że nie skończyłaś jeszcze dwudziestu lat i uważasz, że ludzie po czterdziestce nie powinni już uprawiać seksu), bo są pokazane ze smakiem i bez zbędnych szczegółów. Polecam na niedzielny wieczór w gronie przyjaciół ;)

Spłodziła: Baba jedna