Rae Moriss - Makijaż bez tajemnic
Rozrywnik

Rae Moriss - Makijaż bez tajemnic

Z makijażem to jest tak, że jedni po prostu go robią, a inni potrzebują do tego konkretnych wskazówek. Ja należę do tych innych.

Jak dotychczas żadna książka o wizażu niczego szczególnego mnie nie nauczyła. Mam wrażenie, że wszystkie serwują wiecznie te same, nudne porady typu „przypudruj rzęsy przed wytuszowaniem”, „odciśnij nadmiar szminki chusteczką higieniczną” i takie tam… Ileż można? Nie mówiąc już o tym, że większość tych złotych porad można znaleźć w pierwszym lepszym babskim piśmie. 

Tego poradnika sama na pewno bym nie kupiła, ale posiadam, bo dostałam w prezencie. Ku mojemu zaskoczeniu, udało mi się w nim znaleźć więcej sensownej treści, niż się spodziewałam.  Autorka  przede wszystkim nie zaniedbuje podstaw. Wyjaśnia, w jaki sposób skompletować zestaw niezbędnych akcesoriów, które  pozwolą nam uzyskać efekt, o jaki nam chodzi i będą służyły przez długi czas. Tłumaczy, jak powinien wyglądać i zachowywać się dobry pędzel, nie sugeruje wyboru najdroższego modelu z najwyższej półki. Radzi, jak odpowiednio przygotować twarz do nałożenia makijażu. Osobnych kilka stron poświęca brwiom, których problem zazwyczaj jest pomijany.

Co jeszcze? W końcu dowiedziałam się, jak prawidłowo wymodelować mój kształt twarzy, w jaki sposób rozświetlać skórę i które odwiecznie powtarzane „triki” są mitami. Zakupiłam też porządny pędzel do cieni. Książka inspiruje dużymi, albumowymi zdjęciami,  na szczęście niezbyt mocno wyretuszowanymi.

Oczywiście, cudów nie ma i ten podręcznik też nie sprawi, że będziecie wymiatać pędzlami jak wizażysta z wieloletnim stażem :) Jestem zdania, że w nauce makijażu najlepiej sprawdzają się filmy na YouTube i owa książka mojego poglądu nie zmienia. Jednak, zwolenniczkom papierowych przewodników jak najbardziej polecam, ponieważ z lepszą pozycją o tej tematyce się nie spotkałam.

Spłodziła: Baba druga