potwór skarpetkowy
Rozrywnik

Pilnie oddam GRATIS

Co się będę rozpisywała… łap moją mroczną wizję świata, jak Ci się spodoba, będę się dzieliła częściej, jak nie, to i tak to będę robić, bo mogę ;)))

...

Długo siedział w szafie bezmyślnie wpatrując się w stosy niechlujnie poupychanych ubrań. Mijał kolejny dzień mrocznych fantazji o wychyleniu paskudnego pyska i okazaniu władczego oblicza tej sforze nic nie wiedzących o życiu marnych istot. Przecież mógłby urodzić się małą, różową, puszystą kuleczką. Mógłby mieć słodkie, oklapnięte uszka, miły w dotyku ogonek i oczka jak węgielki. Mógłby mieć taki uroczy, lekko brzoskwiniowy nosek i dłuuuuuuugie białe wąsy. W zasadzie mógłby mieć wszystko i mógłby nic nie mieć. Rozmyślał o tym godzinami, bezproduktywnie siedząc w szafie i użalając się nad swoim losem.

Uwielbiał rozkładać na czynniki pierwsze to swoje nieszczęście. Oj, jak on uwielbiał to robić. Wiwisekcję tego swojego, intymnego nieszczęścia dopracowywał starannie minuta, po minucie.
A ono się wiło w okrutnych boleściach. Trwało to całą wieczność. Napawał się tym, zanurzał i taplał się w tej swojej niedoli. Ale kochał ją, nie umiał bez niej żyć. Jak tylko na chwilę przestał o niej myśleć, czuł lodowaty dotyk nicości. Planował jednak zmiany… Coś się miało wydarzyć w jego życiu.

Od lat wiedziałam, że tam jest. Stosowałam różne fortele, żeby się go pozbyć. Skarpetki starannie łączyłam w pary, selekcjonowałam kolorami, nawet kiedyś zrobiłam skarpetkową tęczę w szafie.
Nic nie pomogło. On tam nadal był. Nigdy go nie widziałam. Nie wydawał żadnych dźwięków, nawet najmniejszego szmeru. Jestem jednak pewna, że był tam od zawsze. Szczerze go nienawidziłam, życzyłam mu jak najgorzej. Chciałam, żeby zniknął, odszedł raz na zawsze. Albo poszedł do kogoś innego. 

Któregoś dnia zniknął. Nie czułam już jego obecności. Po prostu go nie było. Pewnie gruntowne porządki w szafie go wypłoszyły… Odetchnęłam z ulgą. Aż do pierwszego prania.

Nieeeeeeeee, znowu wyciągnęłam dwie pojedyncze skarpetki. Zagadka się wyjaśniła, mój potwór skarpetkowy niepostrzeżenie przeniósł się do pralki. Może tam będzie szczęśliwszy… 

OGŁOSZENIE PARFIALNE

Chętnie oddam w dobre lub złe ręce potwora skarpetkowego. Nie trzeba po nim sprzątać nieczystości (w zasadzie niewiadomo co się z nimi dzieje), nie sprawia większych kłopotów i nie zajmuje życiowej przestrzeni. Nie zostawia kłaków na dywanie, nie trzeba go wyprowadzać, nie ma charakterystycznej woni. Mało wymagający. Żywi się pojedynczymi skarpetkami, wszystko jedno z jakiego materiału i w jakim stanie. Na miejsce swej marnej wegetacji wybiera najczęściej szafę, pralkę lub szufladę z bielizną. Osoby zainteresowane proszę o kontakt. O wyborze „rodzica adopcyjnego" zadecyduje kolejność zgłoszeń.

Spłodziła: Baba jedna