Rozrywnik

Na zawsze Laurence - miłość popaprana

Miłość niemożliwa, popaprana, brudna i szalenie intrygująca. Niszczy i przewartościowuje życie, a jednocześnie wypełnia je do reszty, łącznie z marginesem i okładką. Tak w dwóch zdaniach można opisać nowy film Xaviera Dolana, okrzykniętego cudownym dzieckiem kina. Na zawsze Laurence, to opowieść o transseksualnym poecie, nauczycielu literatury, który rzucając wszystko na jedną szalę zakłada kieckę i jeden kolczyk. W sumie nie byłabym sobą, gdybym o tym nie wspomniała – dlaczego tylko jeden? Nie mam pojęcia, ale to mnie odciągało od głównego wątku. Filmowi zarzuca się dłużyzny i brak precyzji. Ja lubię takie kino – długi film, który mi się zupełnie nie dłużył. Nie ma tu szału kolorów, rozterek i hormonów, jak u Almodovara (a to też lubię). Tu na pierwszym planie jest dziwaczna miłość. Miłość dwojga ludzi trochę z dwóch różnych światów. Miłość, która próbuje pokonać schematy, która jest tylko chwilą a jednocześnie całym życiem ...
Bardziej polecam wielbicielom Almodovara niż oglądaczom Jamesa Bonda.

 

 

Na film wybrałam się do naszego wrocławskiego kina Nowe Horyzonty (dawny Helios). Wspominam o tym, bo jestem pod wrażeniem zmian, jakie tu zaszły. I tu znowu muszę przyznać, że przysłowiowi wielbicie Jamesa Bonda i tzw. amerykańskiego stylu nie będą zachwyceni. Nie ma tu już popcornu i wielkich kubków coli. Mi to pasuje, nienawidzę jak ktoś mi nad uchem chrupie i mlaszcze.

 

A już do szału doprowadzają mnie kłótnie typu
- Oddaj, zjadłaś już połowę, a jeszcze reklamy się nie skończyły.
- Nieprawda ty zacząłeś już na korytarzu.
- Bo bałem się, że zeżresz cały od razu.
- Świnia, oglądaj film a nie zabieraj popcorn.
Nie będę mnożyć dialogów, bo pewnie znacie je bardzo dobrze.

 

W Nowych Horyzontach znajdziemy teraz bardzo przyjemne Bistro (z rozsądnymi cenami), księgarnię filmową i mnósssssssssstwo dobrych filmów.

Spłodziła: Baba jedna