Dewizy śmierci
Rozrywnik

Mord w czasach PRL-u

Czytanie kryminałów w dzieciństwie zrobiło swoje. Gdy tylko usłyszałam, że jest morderca do odnalezienia zebrałam drużynę i przybyliśmy na miejsce zbrodni.

A tam śladów niewiele, więc trzeba było wybrać się na komisariat.  Przeczytaliśmy raport z sekcji zwłok. Sprawa nie wyglądała dobrze. Denatkę z zimną krwią uduszono, na jej szyi widniały ślady atramentu.  I takie rzeczy mają miejsce w centrum Wrocławia, brrr. Gdzie szukać sprawcy? Kto posiada informacje? Odwiedzamy zaułek cinkciarzy i bar donosicieli. No owszem, możemy się czegoś dowiedzieć, ale za kartki, dewizy lub wódkę… Biegniemy do sklepu. Właścicielka tego zakładu niezbyt chętnie pomaga, trzeba umieć ją przekonać i dzielić się informacjami… albo przekupić komplementem ;) W kolejce odstaliśmy swoje, jak na tamte lata przystało. W międzyczasie znaleziono 3 inne trupy, w tym jeden w samych sukiennicach. Co się dzieje w tym mieście?! Najwięcej oczywiście wie mafia, wszystko kręci się wokół ich siedziby. Tam, przy pokerze wódka leje się strumieniami, bo to jedyna szansa na rozwiązanie języków...

Jak się okazało, detektywi z nas niskich lotów, bo pomieszaliśmy chyba wszystkie możliwe fakty ;) Ale tylu kilometrów w okolicach Rynku chyba nigdy nie udało mi się pokonać...

Grę miejską Dewizy śmierci w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału zorganizowała Fabryka Tajemnic wraz z Stowarzyszeniem Wielosfer. W niedzielne popołudnie po centrum Wrocławia rozbiegło się prawie 200 osób wyposażonych w mapy i zielone dowody osobiste.

Rozrywka jest niesamowicie wciągająca i satysfakcjonująca. Jeśli będziecie mieli okazję wzięcia udziału w podobnej grze - nie ma się nad czym zastanawiać :)

Zdjęcia: Rafał Komorowski i Max Pflegel - dziękujemy organizatorom MFK za możliwość wykorzystania.

Spłodziła: Baba druga