9 rekonstrukcja
Rozrywnik

Kolekcjonujesz mocne wrażenia?

Nawet jeśli nie, to i tak polecam Ci ten spektakl. Coś takiego warto przeżyć i gwarantuję, że tych emocji długo nie zapomnisz!

Osobiście nie jestem entuzjastką horrorów czy thrillerów. Po obejrzeniu mocnego filmu z tego gatunku, podczas nocnej wyprawy do łazienki włączam tryb ninja ;) Ale gdy trzy niezależne od siebie osoby opowiedziały mi  w zachwytach o „9 rekonstrukcji” teatru Ad Spectatores uznałam, że trzeba to zobaczyć.

W „9 rekonstrukcji” widz jest częścią przedstawienia. Dzięki temu znajduje się w środku wydarzeń i odbiera je znacznie intensywniej, niż siedząc na widowni. Premiera miała miejsce latem zeszłego roku, a do końca sierpnia 2012 Rekonstrukcję obejrzy łącznie 2421 osób. Widowisko wyreżyserował  Maciej Masztalski, a w postaci wcielają się Anita Balcerzak, Aleksandra Dytko i Marcin Chabowski.

Zarezerwowałam więc bilety. Nie było to  łatwe, ponieważ przedstawienie jednorazowo może obejrzeć jedynie 9 osób, a co za tym idzie – wolne terminy znikają w tempie ekspresowym. Zabrałam męża i dobrych znajomych, no i poszliśmy.  To nie jest zwykły spektakl, więc także nie zaczyna się zwyczajnie. Miejscem zbiórki jest jeden z pubów „pod nasypem” * Tam czeka na nas powitalna herbatka (która zresztą zgrabnie nawiązuje do fabuły).  Nie dajcie się zwieść, tylko wstęp jest taki pokojowy ;)  Po jakimś czasie zostaniecie niemalże uprowadzeni – z zawiązanymi oczami załadują Was do samochodu i wywiozą w nieznanym kierunku. Poważnie!  Wcześniej ostrzegą, że nie jest to rozrywka dla ludzi o słabych nerwach, z epilepsją lub chorobą serca (przyznam, że w tym momencie zaczęłam się zastanawiać... a co, jeśli jeszcze u mnie nie wykryto wady serca?!). Wysiadamy, a raczej wysadzają nas po kilkunastu minutach. Prowadzą do chłodnego pomieszczenia i odczytują zasady: podczas spektaklu nie wolno się ruszać, odzywać, komentować czy śmiać  - pod groźbą przerwania przedstawienia. Widzowie mają się całkowicie podporządkować scenariuszowi i aktorom.  Po usadzeniu nas przy stole w dziwnej kombinacji zaczyna się dziać…

Opowiedzenie Wam całej fabuły byłoby niewybaczalne, więc wspomnę tylko, że w owym przedstawieniu widzowie „grają” trupy znalezione w jednej z piwnic wrocławskiej kamienicy. Rzecz dzieje się po odkryciu masakry, a na scenę wchodzą detektywi i uważnie przyglądają się miejscu zbrodni. Na tym koniec spoilerów.

Teatr gra na zmysłach:  mocną i głośną muzyką, niepokojącym światłem,  a nawet zapachem.  Po jego zakończeniu z jednej strony byłam zachwycona zaskakującym finałem i ilością emocji, jakie we mnie wywołał, a z drugiej – odetchnęłam z ulgą, że to już koniec ;) Bo muszę przyznać, że przestraszyli mnie nie na żarty!

W drodze powrotnej zamieniliśmy kilka zdań z jednym z twórców. Okazuje się, że „Dziewiątka” miała być projektem granym jedynie raz w tygodniu, praktycznie w ogóle nie była nigdzie promowana – ale siła poczty pantoflowej okazała się tak wielka, że spektakl wszedł do stałego repertuaru i jest wystawiany znacznie częściej, niż zakładano.

Bilet kosztuje 35 zł i absolutnie wart jest każdej wydanej złotówki. Pewnie znajdą się i tacy, co stwierdzą, że  spektakl ich specjalnie nie przeraził, ale nie wierzę, że ktokolwiek przyjmie go obojętnie.

Więcej informacji znajdziecie na tej stronie.


* Dla nie-Wrocławian – „pod nasypem” to ul. Bogusławskiego, ciąg przeróżnych knajpek i pubów nieopodal Arkad Wrocławskich

 

Spłodziła: Baba druga