Knives out
Rozrywnik

Knives out - film, który wqrza

Właśnie się zorientowałam, że notkę o poprzednim filmie Wojcieszka zatytułowałam film, który kąsa. Coś w tym musi być. Jego filmy kąsają, wkurzają, ale są w Twojej głowie. Nie nadają się na filmowe maratony, ani wieczory z pizzą w łóżku. W ogóle nie nadają się do oglądania w domu.

Nie jestem krytykiem filmowym, choć to zawód, który mnie pociąga. Ciężko mi napisać coś mądrego o filmie, który wzbudza tak ambiwalentne odczucia. To taki polski, upolityczniony "Blair witch project". W trakcie spotkania z reżyserem padło stwierdzenie, że trudno jest uczestniczyć w pijackiej imprezie na trzeźwo. Fakt, to bardzo trudne. Tak się czułam przez cały film. Ciasno, niekomfortowo, dziwnie. O to chyba chodziło. Film kontrowersyjny, skłaniający do dyskusji. Trzeba jednak lubić zmęczyć się w kinie. Ja lubię, dlatego też lubię Wojcieszka. Zawsze trochę zmęczy.

Wojcieszek

Film miał być groteską, paszkwilem – niestety jest realistyczny do bólu. Pijacka impreza, bóg, honor, ojczyzna, młodzi ludzie. Odważny temat, warty poruszenia. Mi po tej projekcji zostało w głowie jedno hasło – Liberalni impotenci. Wqrza mnie to okrutnie, bo jest za bardzo prawdziwe.

Nie mam nic do dodania. 

Opis producenta

Sześcioro dwudziestoparolatków spotyka się w letniskowym domu nad jeziorem. To ich pierwsze spotkanie od czasu matury. Część zrobiła kariery, część nie. Część korzysta z przyjemności życia, część daje upust skrywanym frustracjom. Siódmą postacią jest młoda Ukrainka Solomija, pracująca w firmie jednego z bohaterów wieczoru – Igora. Solomija jest obca i z czasem staje się obiektem nienawiści Huberta, który namawia pozostałych, pijanych i zagubionych, do aktu przemocy wobec dziewczyny.

Spłodziła: Baba jedna