Rozrywnik

Frankenweenie - mroczny, nudny ale warto :)

Długo nosiłam się z napisaniem o tym filmie, bo mam wielce mieszane odczucia. Z jednej strony mistrzowska animacja, cholernie dopracowane postaci – mroczne, melancholijne i dziwaczne. Z drugiej zaś strony trochę wieje nudą. Historyjka o aspołecznym dzieciaku, który całą energię inwestuje w naukę, a potrzebę przynależności do stada, realizuje w kontaktach z ukochanym psem.
Niestety jak to bywa w rzewnych historyjkach, ci wstrętni rodzice nie są zachwyceni takim rozwiązaniem i na siłę pchają biedne, nieporadne dziecko w grupę rówieśników. Nie będę streszczać filmu, bo przecież nie o to chodzi. Jak zwykle to bywa u Burtona, cała lokalna ludność uczestniczy w katastrofie, po czym następuje Happy End. Co by nie pisać, wbrew pozorom, na film trzeba pójść, chociażby dla samego widowiska. Uwielbiam ten złowieszczy i mroczny klimat Burtona i na pewno obejrzę film raz jeszcze dla cudownych doznań estetycznych (a już w szczególności dla Pana Pusiaczka, który wróży z ...).

 

Specjalnie dla Ciebie Pusiaczek :)

 

I zwiastun - może Cię jednak tak bardzo nie zniechęciłam ...

Spłodziła: Baba jedna