popielniczka
Rozrywnik

Ekscesy

Nie mam pojęcia jak to dyskretnie zrobić, żeby nikt nie zauważył… Może udam, że wszystko OK, ubiorę się w suknię balową, zrobię szałowy makijaż i po prostu wyjdę zgrywając niepoczytalną. Nie, bez sensu, pomyślą, że się czegoś naćpałam. Ubiorę się w dresy, wybiegnę z klatki i pójdę biegać na łąkę. Boszszsz nie chce mi się wcale biegać. Wiem! Założę dresy, wybiegnę z klatki, pobiegnę na łąkę i położę się w trawie. No tak wiedziałam, plan nie jest idealny. Nie mam dresów… Zgaszę wszystkie światła, wyłożę podłogę kołdrami, żeby ci z dołu nie słyszeli jak chodzę i będę udawała, że mnie nie ma.

Idę zasłonić rolety, uffff plan dobry i łatwy do zrealizowania.

Dobry plan, dobry plan… co ja sobie w ogóle myślałam. Skończyła mi się cola i mleko. Nawet kawy nie mam jak się napić. Nie szkodzi, jeszcze dwa, trzy dni zapomną. Może te małolaty z naprzeciwka urządzą imprezę i skupią na sobie uwagę. Wtedy wyjdę jak gdyby nigdy nic. Teraz muszę jeszcze odczekać.

Nie no szlag mnie trafi, nie mam ani pół papierosa a czarna kawa jest obrzydliwa. Dzwonię do niego, co to ma w ogóle być, że się tu sama wstydzę. Pfffffffff znowu dupek nie odbiera. Zawsze tak robi, odczeka kilka dni i sam dzwoni jak mi emocje opadną… Potem, że niby podróż służbowa, interesy i inne bzdury. Co mnie obchodzi jego wymyślona podróż służbowa? Palić mi się chce, zaraz wyjdę z siebie! Nie no, przecież jestem dorosła. Przecież nie mam oczekiwań. Niech sobie robi co chce. Poradzę sobie. Popamięta następnym razem. Tak go wygłuszę, że tydzień nie będzie jeszcze mógł mówić… Opamiętaj się kobieto! To histeria z braku nikotyny…

Nie no, mam dość. Studenci nie imprezują. Ta z góry, z tym pyskatym bachorem łazi po schodach w tą i z powrotem. Tamten z drugiego piętra przestał pić i baby nie leje. Pewnie wszyscy czekają aż wyjdę, żeby obrzucić mnie tym pogardliwym spojrzeniem. Ja już ich znam. Taksują wzrokiem typu ”wiemy, co ty tam wyprawiasz ladacznico jedna, pomiocie z archetypicznym obliczem kota sługi szatana”. Wełniane istoty nie mają pojęcia, co tu się wyprawia, pewnie nawet im się nie śniło.

Granica szaleństwa osiągnięta. Dwa dni bez nikotyny, już nawet kawa się skończyła… Nie skupię się tak na czytaniu. Ostatni sezon Hannibala już drugi raz obejrzałam, nadal wydaje się kompletną porażką. Ja chcę starego Hannibala!

Nie będą mnie terroryzować tymi swoimi spojrzeniami. Właśnie, że wyjdę i będę na nich patrzyć z góry. Co oni sobie myślą… że co mi mogą zrobić? A niech któryś tylko krzywo popatrzy…

O idzie ten z tymi jazgocącymi, pedalskimi pieskami. A powiem mu dzień dobry. Wiedziałam, że tak będzie – spojrzał na mnie, jakbym mu te bezmózgie kebaby połknąć chciała. A teraz ta z tym bachorem, taaaaa też nie odpowiedziała. Tylko usta w ciup i poszła. Ha, ten od lania baby też się nie odzywa. Myśli, że kupił sobie nowy samochód, to już jest lepszy od reszty… Ooooo studenciak.

- Słuchaj sąsiadka, wiem, że pewnie masz to w dupie ale nie będziemy już tolerować twoich ekscesów.

- Ekscesów ? – rzucam mu niby zdziwione ale ostre spojrzenie.

- Tak, tydzień temu spadła ci popielniczka z parapetu, pety rozsypały się po całym podwórku… mogłabyś posprzątać.

- Sorewicz, nie zauważyłam… byłam trochę zajęta…

Spłodziła: Baba jedna