Comfort & Happiness Dawid Podsiadło
Rozrywnik

Comfort & Happiness - zrozumieć Podsiadłomanię

Nie byłam ciekawa jego materiału i nie wypatrywałam jego płyty. Ale gdy Podsiadło zaczął wyskakiwać z mojej lodówki, doszłam do wniosku, że trzeba sprawdzić, o co tyle hałasu i wklepałam w Spotify jego nazwisko.

Pamiętam go jako średnio ogarniętego, trochę jakby z innej planety uczestnika X Factora. Mimo, iż głos przypadł mi do gustu i absolutnie nie podważałam jego niewątpliwego talentu, nie kibicowałam mu specjalnie. Jego nieporadność, wręcz rozmemłanie i chłopięca nieśmiałość do mnie nie trafiała - brakowało charyzmy, moim zdaniem potrzebnej, by zaistnieć. Z jednej strony zaskoczyła mnie jego wygrana, z drugiej: podejrzewałam, że swoją aparycją i sposobem bycia mógł przekonać do siebie młode dziewczyny i kobiety z mocno rozwiniętym instynktem opiekuńczym ;)

Pierwsze przesłuchanie Comfort & Happiness nie przyniosło mi żadnych wrażeń. Dałam jednak szansę, zapętliłam odtwarzanie. I chyba, ku mojemu niemałemu zaskoczeniu, zaczynam rozumieć o co chodzi w Podsiadłomanii.

Mam wrażenie, że Dawidowi udało się nagrać płytę dokładnie taką, jaką chciał (pozostając w temacie talent show, dla porównania - niestety nie jestem w stanie uwierzyć, że Ewelina Lisowska,  uczestniczka z tej samej edycji, jest całkowicie przekonana do tego, co robi). Wyraźnie słychać, że w takim repertuarze czuje się świetnie i jest świadomy, jak bardzo jest w nim dobry. Wygląda na to, że szczęśliwie trafił na osoby, które dokładnie wiedziały, jak najlepiej wyeksponować jego umiejętności. Tym samym chłopak ma szansę dołączyć do wąskiego grona zapamiętanych uczestników programów muzycznych, którym udało się narobić poważnego zamieszania.
Kompozycje reprezentują NAPRAWDĘ dobry poziom. Nie mogę oprzeć się wrażeniu pododobieństwa brzmieniem do Coldplay, ale to bardzo dobre nawiązanie - nie oczekuję nadzwyczajnych odkryć muzycznych słuchając debiutanckiego wydawnictwa, zwłaszcza tak młodego wokalisty. Zresztą, z tego, co pamiętam z czasów X factora Dawid podkreślał swoją facynację takimi klimatami i takie też wykonania zbierały największy aplauz. Wszystko jest więc na swoim miejscu.


To, że świetnie śpiewa po angielsku, wszyscy wiedzieli od początku - ale przyjemnie bujający utwór Trójkąty i kwadraty oraz Nieznajomy potwierdzają, że jego głos równie dobrze brzmi w języku ojczystym. Zrobiło na mnie wrażenie również to, że jest autorem większości całkiem niezłych tekstów. Na tę chwilę moim faworytem z płyty jest Elephant, a to pewnie dlatego, że mam jakąś dziwną słabość do falsetów :) No i te organy w tle. W każdym utworze wokal pięknie wyraża emocje, a to tylko dowodzi dojrzałości jako artysty - choć dziwnie pisać tak o kimś, kto ledwo skończył 20 lat. Na ten moment nie jestem w stanie wskazać słabości tego albumu, jego magnetyzm po prostu mi na to nie pozwala (nie wierzę, że to piszę).

Nawet nie wiedziałam kiedy Podsiadło podstępnie wkradł się i rozgościł na mojej playliście pod nazwą "ulubione". I pewnie długo będzie tam siedział, szczwany lis jeden.

Spłodziła: Baba druga