Olsztyn
Codziennik

Zmiana perspektywy

Wyobraź sobie, że po kilkugodzinnej podróży i kompletnie nieprzespanej nocy budzisz się rano i jesteś zachwycona. Praktycznie nie jesteś w stanie otworzyć oczu, masz napuchnięte powieki i to okropne wrażenie, że grawitacja działa na Ciebie z potrojoną siłą. Jak by było mało, jest koło siódmej rano. A Ty wstajesz, spoglądasz przez okno i jesteś zachwycona, że świeci słońce i jest zupełnie cicho.

Jeśli mnie znasz osobiście, to zapewne pomyślałaś sobie, że w moim przypadku taka sytuacja jest niczym sceneria z filmu fantasy. Owszem, zdarza mi się wstać o tej godzinie, ale jest to dla mnie środek nocy i jestem w stanie zrobić niemal wszystko, żeby tego uniknąć. A teraz Cię zaskoczę i napiszę, że to jest prawda. Tak, zdarzyło mi się tak w piątek. Zapraszam na opowieść sensacyjną.

Wybrałam się z Pawelcową do Olsztyna w podróż służbową. A że jesteśmy z Wrocławia, to podróż nie należała do najkrótszych. Po kilku godzinach jazdy całe z siebie zadowolone dotarłyśmy do celu (swoją drogą bardzo cieszyłam się na ten krótki wyjazd, bo uwielbiam Mazury i do tego nigdy wcześniej nie byłam w Olsztynie). Spałyśmy w przecudownym miejscu, nad samym jeziorem. A że pogoda trafiła nam się doskonała, można było nawet na chwilę zapomnieć, że nie jesteśmy na urlopie. Ze względu na czekający nas pracowity dzień posłusznie położyłyśmy się spać o bardzo przyzwoitej porze.

Około 1:30 zaczyna się opowieść sensacyjna. Pawelcowa, targana skrajnymi emocjami budzi mnie. Trwa to chwilę, bo w moim kodzie genetycznym zapisano, że w razie gdyby zdarzyło się "cokolwiek" mam się nie obudzić. Niestety udało jej się w końcu.
- Gośka co to?
- Sztuczne ognie pewnie.
- Niemożliwe. Sztuczne ognie o 1:30?
- Czekaj zobaczę.
- Nie podchodź do drzwi!!!
Dobra cofam się i podchodzę nieśmiało do okna. W międzyczasie tworzę w głowie historię. Jednak jesteśmy stosunkowo blisko granicy. Dlaczego jednak w Olsztynie?
- Gośka, a jak to wojna?
Przysłuchujemy się dziwnym dźwiękom, które niosą się ze zdwojoną siłą przez jezioro. Słyszymy bomby i karabin maszynowy.
- Musimy pogrzebać w necie.
- Ale to za wcześnie, żeby coś napisali.
- Dawaj tvn24.
- Nic nie ma.
- To gazeta, wp, onet.
- Nic nie ma.
Szukamy na portalu olsztyńskim i wszędzie gdzie to możliwe, dzwonimy do właścicielki pensjonatu, ale nie odbiera. W sumie jest już przed drugą w nocy. W oknie widzimy grupkę facetów, którzy nieśmiało wychylają się z domku naprzeciwko. Biegają po podwórku, po czym spiesznie chowają się w pokojach. Nogi zaczynają mi drgać tak mocno, że nie mogę ustać. Po cholerę myśmy tu przyjechały. Dobra, sprawdzam jeszcze dokładną odległość od granicy.
- Magda w sumie, to nie jesteśmy wcale tak blisko.
- To może jakieś ćwiczenia?
Cisza, spokój, przestali.
- Dobra idziemy spać, co będzie, to będzie.
- Nie. Idziemy do tych facetów – może oni wiedzą o co chodzi.
Puk, puk – nie otwierają świnie. Wracamy szybko i zamykamy się. Próbujemy zasnąć.
- Gośka słyszysz te karetki?
- Nie
- A psa?
- Tak.
Dobra śpimy, to na pewno sztuczne ognie.

Po bliżej nieokreślonym czasie udało nam się zasnąć. Rano wstajemy ... zachwycone, nic nie jest istotne, nie ma wojny.

A tak w ogóle, to chodź na Instagram - tam znajdziesz fotki z tego wyjątkowo pięknego miejsca.

Spłodziła: Baba jedna