wyzwanie czytelnicze
Codziennik

Stosik wstydu

"W tym miesiącu udało mi się przeczytać 6 książek"- przeczytałam, jeszcze w maju, na facebooku pewnej blogerki (nie książkowej). Szybki rachunek sumienia nie wypadł zbyt dobrze.

Oczywiście, zaraz zagadnęłam kilka innych osób, żeby zbadać wagę swojego problemu. Okazało się, że aż tak bardzo nie odstaję. Co nie zmienia faktu, że, powiedzmy sobie szczerze, jest słabo.
A wydawałoby się, że czytelniczy problem przeciętnego Polaka nas nie dotyczy. Nas - wykształconych, zazwyczaj zapracowanych trzydziestolatków, z szerokimi zainteresowaniami i umysłem chłonącym codziennie tonę nowych informacji. Co sprawia, że brakuje nam czasu na książki?


Ogólnego rozpoznania nie będę przeprowadzać, pewnie są tacy, co się tym już zajęli. Istnieją też na szczęście chlubne wyjątki, co czytają sporo - aby się przekonać, wystarczy spróbować ogarnąć ogrom blogów książkowych (a tego po prostu nie da się zrobić). Nie chcąc uogólniać, napiszę, jak to ze mną jest.


Otóż dawno, dawno temu, gdy mieszkałam jeszcze w domu rodzinnym, czytałam po 2-3 książki tygodniowo. Najróżniejszej treści, niekoniecznie te najambitniejsze. Nieważne, po prostu czytałam. Zarywałam noce, przychodziłam do szkoły w trybie zombie, żyłam w świecie aktualnie czytanej powieści, a po jej skończeniu odczuwałam nieznośną pustkę (znacie to?). Ale na krótko, bo chwilę później już siedziałam w nowym wymiarze. I tak się działo latami, aż przeprowadziłam się do Wrocławia.

I wtedy założyłam stałe łącze internetowe.
W sumie na tym mogłabym skończyć wywód osobisty. Ten moment uznaję za początek mojego książkowego doła. Facebook go pogłębił, a blogi okazały się gwoździem do trumny. Oczywiście jest jeszcze multum innych rzeczy które nie pomagają, ale przesiadywanie w sieci jest dla mnie największym wrogiem czytania. Zawsze, ale to zawsze znajdzie się coś, co pochłonie mnie na kolejny kwadrans. A później nadchodzi północ i na wkręcanie się w lekturę już jest za późno. Niesamowity paradoks - ciągle coś czytam, a licznik ukończonych książek stoi w miejscu.

Tytułowy stosik tworzą książki, które leżą sobie pięknie poukładane na parapecie przy moim łóżku. Leżą tak już od jakiegoś roku i ciągle pojawiają się nowe. Niektóre rozpoczęte, ale większość nietknięta. Żadna nieprzeczytana w całości. Ale to nie wszystko. Drugie tyle piętrzy się na moim czytniku. On też ma swoje miejsce przy moim łóżku. Od tygodnia zatrzymany na tej samej stronie.

Co dalej?

Małe wyzwanie! Do końca października tego roku stosik ma się zmniejszyć co najmniej o 3/4. Potwierdzeniem sukcesu będzie post (lub posty) z wrażeniami po lekturach. I pewnie cała masa satysfakcji w gratisie.
A jak u Ciebie? Jeśli podobnie, zachęcam do podjęcia próby razem za mną. A jeśli masz się czym chwalić, koniecznie to zrób - z pewnością nie tylko mnie przyda się motywacja.
 

Spłodziła: Baba druga