puszczyk
Codziennik

O latającym kocie short #3

Północ się zbliża, bezmyślnie palę peta siedząc w oknie. Nie mogę spać. Popijam trzecią szklankę zimniej coli, zupełnie nie widząc ciągu logicznego i nie łącząc faktu picia coli z moją bezsennością. Tępo gapię się na garaże naprzeciwko. Cóż, oszałamiający widok to nie jest… Na ich dachu siedzi kot. Skupiam wzrok i wytężam a kot mi się wydaje jakiś nienaturalnie wielki. Boszszszsz, toż to strasznie wypasione bydlę. Moje mniej wypasione bydlę nagle skoczyło z szafki z książkami (jej ulubione ostatnio siedzisko) wydając głuchy trzask. Bydlę z garaży poderwało się, odleciało i siadło na drzewie. Zaraz, zaraz, do mojej nierozruszanej łepetyny dotarł fakt. Kot odleciał? Patrzę na kota siedzącego na gałęzi. W sumie nic takiego, przecież koty siedzą na drzewach. Wołam pierworodnego. Też jeszcze nie śpi.

- Co tam siedzi na drzewie?

- Kot, ale jakiś duży…

- Klaśnij.

- Po co?

- Zobaczysz.

- Aaaaaaa! Ten kot lata...!

- No właśnie…

Słyszałam go nieraz w nocy ale nigdy tak blisko nie podlatywał. Pewnie też sobie pomyślałaś, że to oczywiste, że to puszczyk… Ciekawe co byś powiedziała, jakbyś go z daleka na tych garażach zobaczyła. Teraz też jestem taka mądra ;)

Spłodziła: Baba jedna