Cieleśnie

Wrześniowy Glossybox i kilka wspominek ...

Samą ideę pudełeczek z kosmetycznymi niespodziankami znacie pewnie doskonale, już zresztą pisałam o tym, zatem nie ma co się rozwodzić. Od razu przechodzę do rzeczy i o wrześniowym Glossyboxie słów kilka piszę.

Pokusiłam się wcześniej i opinie w necie poczytałam, na facebooka zajrzałam (niby przypadkiem) i cóż widzę, że wielce mieszane odczucia budzi najnowsza edycja. Może zacznę od tego, że nie bardzo rozumiem o co chodzi. Zamawiam niespodziankę, z pełną świadomością, że dostanę miniatury produktów i zupełnie nie mam wpływu na to, co tam będzie. Potem dostaję ową niespodziankę i marudzę, że wolę dostać coś innego. Nie można po prostu pójść do sklepu i kupić dokładnie to, czego się oczekuje? Ale cóż może czasem trzeba trochę pojęczeć ... W pudełkach raz się trafiają bardziej udane i trafione produkty, raz mniej – te drugie zawsze można sprezentować, komuś komu przypadną bardziej do gustu i tyle :)

fot. Glossybox

W swoim jesiennym pudełeczku znalazłam

Balsam Organique Pomarańcza & Chili – znam oczywiście i uwielbiam pasjami, polecam obiema "ręcami". Jak chcesz się o nim dowiedzieć więcej, to zajrzyj tu – opisałam go dość szczegółowo. Swoją drogą, to była moja pierwsza notka kosmetyczna na tym blogu :)

YVES ROCHER Orientalny peeling do ciała z glinką marokańską – całkiem przyzwoity produkt. Dobrze złuszcza i w sumie wystarczy, bo od czego innego ma być peeling ;) Może zapach "dupy nie urywa" – ale cóż i tak rozważam nabycie pełnowartościowego produktu.

ROBERTO CAVALLI Woda Toaletowa – ojjjjjjj cóż za osobliwy zapach – oddam w dobre ręce bez żalu.

LIERAC Initiatic energetyzująca emulsja do twarzy – miałam co prawda, ale wcale nie narzekam. Ładnie rozświetla i nawilża skórę, przyjemnie pachnie. I do tego to urocze opakowanie :) Często wyjeżdżam i uwielbiam mieć takie podróżne miniaturki – poprzednie serum zużyłam w mgnieniu oka – zatem cieszę się, że mam kolejne.

Artègo Odżywka do codziennego stosowania DAILY – miałam już inną wersję tego kosmetyku, cóż szału nie ma. Trudno wydobyć z tego pojemniczka a i działania jakiegoś szczególnego nie zauważyłam.

BE A BOMBSHELL Eyeliner - lubię i to bardzo. Linery w pisaku są dla mnie zbawieniem – nie muszę się wyginać jak szalona i co chwilę poprawiać kresek (tym bardziej, że makijaż najczęściej robię w samochodzie – oczywiście na miejscu pasażera, ale i tak to nie jest zbyt komfortowe).

To tyle o najnowszym pudełeczku, ale wspomnę jeszcze kilka słów o poprzednich edycjach jak już jestem przy tym temacie ...

Urzekło mnie lipcowe pudełeczko, takie śliczniutkie, niebieściutkie ;) Tu właśnie pojawiło się pierwszy raz serum Lierac, które szczególnie przypadło mi do gustu i okularki chłodzące - oj przydały się baaaardzo podczas wakacyjnych wojaży ;)

Figs & Rouge Balsam do ust Coco Rose - znalazłam go w czerwcowym pudełku, wiem że różne były opinie na jego temat - mi bardzo przypadł do gustu :) Trochę gęsty, ale za to bardzo smaczny :) Lubię go bardzo.

AUSSIE 3 Minute Miracle Reconstructor & AUSSIE Miracle Moist Shampoo (z sierpniowego pudełeczka) - bardzo przyjemny duet. Zarówno szampon, jak i odżywka ładnie pachną a włosy po ich zastosowaniu są miękkie, błyszczące i przyjemne w dotyku. Warto po nie sięgnąć.

Anatomicals Spray Misty For Me (z sierpniowego pudełka) - co prawda, Ci którzy mnie znają wiedzą, że nie znoszę lawendy. Tu mi jednak nie przeszkadza, a mgiełka przydała mi się bardzo podczas tegorocznych upałów.

Batiste Suchy szampon o zapachu Tropical - oj ten wynalazek uratował dwa razy pierworodnego od występów z tłustymi włosami. Tak to czasem z dziećmi bywa, ze nie chce im się umyć włosów... Sprawdził się :)

A Ty jakie perełki odkryłaś w Glossyboxie - a może jesteś czymś permanentnie rozczarowana?

Spłodziła: Baba jedna