Revitacell Stem Cells Hand Set
Cieleśnie

Revitacell Stem Cells Hand Set, czyli aksamit w tubce

Zestaw do pielęgnacji dłoni Revitacell dotarł do mnie w najlepszym z możliwych momentów. Aura lutowa nie rozpieszczała skóry. Na zmianę mróz, śnieg, wiatr, marznący deszcz – a więc idealne warunki do rzetelnego przetestowania tego typu produktów.

O pierwszym wrażeniu oraz składzie kosmetyków pisałam tutaj po otrzymaniu przesyłki od Revitacell. Dla formalności napiszę tylko, że jest to zestaw składający się z peelingu oraz maski, a jego najważniejszym składnikiem aktywnym jest obecny w masce kompleks opatentowanych komórek macierzystych MIC-1.

Konsystencja produktów jest powiedziałabym, przepisowa – peeling odpowiednio gęsty, niespływający, z dużą ilością drobinek. Maska kremowa, treściwa. No i coś fantastycznego – pachnie jak kisiel wiśniowy! Serio, ciężko było się powstrzymać od oblizywania palców ;)

Revitacell Stem Cells Hand Set

Na opakowaniu, w części dotyczącej sposobu użycia przeczytałam, że należy wykonać peeling, a następnie po prostu wetrzeć maskę - co mnie nieco zdziwiło, bo moim skromnym zdaniem ;) w ten sposób potencjał maski  nie jest w pełni wykorzystany. Owszem, postępując według tych zaleceń efekt jest widoczny i wyczuwalny, jednak poświęcając na zabieg nieco więcej czasu zyskujemy gładkość i miękkość dłoni co najmniej taką, jak po zabiegu parafinowym wykonywanym w gabinecie. W tym celu musimy jedynie dysponować kwadransem wolnego czasu i bawełnianymi rękawiczkami! Po peelingu nakładamy maskę trochę grubszą warstwą, a następnie zakładamy rękawiczki na kwadrans. Po ich zdjęciu na bazie tego, co się nie wchłonęło wykonujemy mini-masaż. I voila! Ręce jak obszyte aksamitem:-) A efekt utrzymuje się znacznie dłużej, niż w przypadku „tradycyjnego” zastosowania.

Dla kogoś, kto się spieszy z pewnością korzystniejsza jest wersja zalecana przez producenta – maska nałożona cieńszą warstwą dość szybko się wchłania. Zresztą, stosowałam ją często w niewielkiej ilości jako krem do rąk przed wyjściem na zewnątrz i dobrze się w tej roli sprawdza.

Ciekawostka: działanie produktów miałam okazję zaobserwować na skórze mojej koleżanki, która bardzo często pracuje w plenerze, co zimą odbiło się bardzo niekorzystnie na jej dłoniach. Były wręcz skrajnie przesuszone, zwłaszcza w przestrzeniach między palcami. Odwiedziła mnie jednego dnia i przetestowałam na niej rozbudowaną wersję zabiegu. I muszę przyznać, że nawet w tym przypadku Revitacell poradził sobie całkiem nieźle! Co prawda, efekty nie były już takie długotrwałe, niemniej jednak skóra dłoni była w wyraźnie lepszej kondycji.

Jeden mały minus – opakowania, a konkretnie błyszczące naklejki na tubach, które bardzo szybko przestały być estetyczne (co jest widoczne na zdjęciach). A niespecjalnie je eksploatowałam, nie nosiłam w torebce ani nigdzie indziej, stały sobie grzecznie w łazience cały czas. W obliczu powyższych plusów to jednak drobny szczegół. Dla osób mających problemy z przesuszoną skórą dłoni produkty te mogą się okazać zbawienne, więc jak najbardziej polecam.

Spłodziła: Baba druga