Cieleśnie

Największe rozczarowania kosmetyczne

Jeśli chodzi o kosmetyki, przyznam szczerze - jestem niezwykle podatna na owcze pędy. Zapędziłam się nadaremnie nieraz. Co najbardziej mnie rozczarowało?

Oto moje zestawienie osławionych hitów, które u mnie totalnie się nie sprawdziły.

Max Factor - Masterpiece
Ten jeden z najpopularniejszych tuszy na świecie u mnie okazał się porażką na całej lini. Na moich rzęsach nie robił kompletnie NIC pozytywnego. Nie dość, że pozostawiał przepaskudny efekt owadzich nóg, sklejał w kępki i zostawiał grudki, to jeszcze na dodatek obsypywał się i rozmazywał - czyli miał wszystkie niewybaczalne wady! Dodam, że mój egzemplarz na 100% był świeży i niewadliwy, sprawdzałam też inny i efekt był dokładnie taki sam. Mało tego, jego brat Masterpiece Max działa (albo raczej nie działa) na moich rzęsach równie źle. Fenomenu tego tuszu nigdy w życiu nie zrozumiem...

Pasta cukrowa domowej roboty
To takie proste w wykonaniu i szybkie w obsłudze miało być. Bo jakaż to filozofia - cytryny,  woda, cukier i podgrzewanie na ogniu - przecież to każde dziecko potrafi! Jakieś 2 kilo cukru, siatkę cytryn i ze sto siarczystych wiązanek później doszłam do wniosku, że najwidoczniej jestem jakaś ograniczona. Nie mam pojęcia co robiłam źle. I wiecie co? Nie chcę wiedzieć! Bo już nigdy za samodzielną produkcję tego depilacyjnego cuda się nie porwę. Jeśli macie tyle samozaparcia - podziwiam i gratuluję. Żeby nie było, że jestem całkowicie na nie, sprawdzałam jak się sprawuje gotowa pasta w salonie kosmetycznym. Faktycznie mniej podrażnia, jeśli macie problem z woskiem - polecam.

Odżywka do paznokci Eveline 8 w 1
Pewnie większość z Was słyszała o tym produkcie, bo głośno o nim i w blogosferze, i na forach. Zdania są skrajnie podzielone - zachwyt i nienawiść, rzadko cokolwiek pomiędzy. Ja niestety ustawiam się po tej drugiej stronie. Muszę jednak przyznać, że początki stosowania tej odżywki były bardzo obiecujące. Z każdym dniem nakładania preparatu zauważałam, że paznokcie są coraz twardsze, ładniejsze i szybciej rosnące. Ale po kilku tygodniach stosowania zgodnie z zaleceniem zaczęło się dziać coś niedobrego. Najpierw pojawił się dziwny ból płytki, a niedługo później zauważyłam, że onycholiza, z którą zmagam się na jednym paznokciu już od kilku lat, wyraźnie się powiększyła! Pierwsza myśl - musiałam w coś przydzwonić. Ale ból wszystkich paznokci nie ustawał, co w końcu (przebłysk geniuszu! :P) dało mi do myślenia. Zaczęłam więc szukać informacji i znalazłam wiele opinii na temat szkodliwości formaldehydu, który jest obecny w tym produkcie. U osób wrażliwych na ten składnik może narobić sporo szkód, właśnie z onycholizą na czele. Wiem jednak, że odżywka nie wszystkim szkodzi i wiele osób bardzo sobie ją chwali. Moja niestety z hukiem wylądowała w koszu...

Krem do rzęs L'biotica
Ależ się naczytałam o tym cudzie! Recenzentki na wizażu piały z zachwytu - że rzęsy rosną, że są ładniejsze i mocniejsze, a to wszystko w takiej rewelacyjnej cenie! Pomyślałam, że w takiej sytuacji rzeczywiście nie można nie spróbować. Gdy tylko zobaczyłam w drogerii ten produkt, wzięłam od razu 2 w zestawie. No i zaczęło się żmudne smarowanie. Na wizażu kazali się uzbroić w cierpliwość i stosować codziennie. A wierzcie mi, jeśli nie widzę efektów, regularność nie jest moją mocną stroną... Zawzięłam się jednak i zużyłam całe opakowanie. I co? I jedno wielkie NIC. Ani mocniejsze, ani dłuższe, ani gęściejsze. Nie mówiąc już o niezbyt wygodnej aplikacji - nie ma sztoteczki, więc trzeba się trochę nagimnastykować. Jedyny plus - sprawdza się jako baza pod tusz do rzęs. Całe szczęście, że to niedroga impreza była.


Pozostaje mi tylko zapytać o Wasze hitowe kity - bo nie wierzę, że ich nie macie :)

Tagi: 
Spłodziła: Baba druga