Produkty do ust
Cieleśnie

Małe, a cieszy - ulubione produkty do ust z ostatnich miesięcy

Efekt szminki zawsze działa, nawet na chwilę przed wypłatą. Od dawna wiedzą to marketingowcy, a my biedne nic już na to nie poradzimy.

Nowy kosmetyk do ust często nie kosztuje wiele, a nastrój poprawia natychmiast :) W ostatnich miesiącach odkryłam kilka naprawdę fajnych perełek, poniżej znajdziecie więc mały przegląd mini pocieszaczy za niedużą kwotę.

Floslek - wazelina czekoladowa
Mmmm, pyszności! Jak ja kocham naturalnie pachnące kosmetyki. Tutaj nie wyczujecie chemii, będziecie miały ochotę zjeść cały słoiczek i na koniec jeszcze go wylizać ;) Efekt pielęgnacyjny jak przy wazelinie, która przecież zawsze działa. Wazelinki dostałyśmy w paczce od marki Floslek, jeszcze przed naszym wakacyjnym rejsem. Baba Jedna ma zdaje się wersję waniliową i też sobie chwali!

Floslek wazelina czekoladowa

Maybelline - Color Whisper
Na punkcie tej pomadki oszalała cała urodowa blogosfera i wcale mnie to nie dziwi. Idealna równowaga pomiędzy szminką, balsamem a błyszczykiem - ma dobrą pigmentację, nawilża i daje ładny połysk. Na dodatek masz do wyboru 12 naprawdę ładnych odcieni. Ja wybrałam nr 220, Lust for blush, taki przybrudzony róż, idealny na co dzień do chłodnych karnacji. Lekka, nieklejąca się, niemal niewyczuwalna na ustach - no po prostu niekwestionowany hit :)

Maybelline Color Whisper

Misslyn - pomadka
Dostałam ją kiedyś od Baby Jednej i szczerze mówiąc, kompletnie o niej zapomniałam. Wpadła mi w ręce podczas porządków w szufladzie, a po pierwszych użyciach naprawdę miło zaskoczyła. Zwłaszcza kolor przypadł mi do gustu, nr 45 - piękny, subtelny różo-beż, tak jak w przypadku Maybelline doskonale sprawdzający się w makijażu dziennym. Bardzo przyjemnie się ją nosi, jednak dość szybko znika z ust.

Missyln

Essence - Gel tint
Moje najnowsze odkrycie. Zainteresowała mnie konsystencja i opakowanie, a skusiła cena (ok. 9 zł). Wybrałam kolor deep red, który w zestawieniu z buteleczką wygląda trochę jak probówka z krwią :) Produkt okazał się naprawdę miłą odmianą od tradycyjnych kremowych pomadek i lejących błyszczyków. Przede wszystkim zupełnie inaczej zachowuje się na ustach, wysychając jakby wtapia się w naskórek i chyba dzięki temu jest niesamowicie trwały! Praktycznie nie odznacza się na filiżance, a po jedzeniu makijaż ust jest niemalże w nienaruszonym stanie. Przy czym, co ważne, nie wysusza! Ani nie błyszczy, ani nie matowi - usta wyglądają, jakby naturalnie były w takim właśnie kolorze. Efekt można stopniować - jest transparentny i pierwsza warstwa daje delikatny rezultat, ale kolejne już całkiem mocny akcent wieczorowy.

Essence - gel tint

Bielenda - Balsam do ust
Pisałam już o nim niedawno -  tutaj, więc tylko Wam sygnalizuję, że warto się przyjrzeć tej nowości.

A co ciekawego gości ostatnio w Waszych torebkach?

Spłodziła: Baba druga