Cieleśnie

Co to to Je - tylko dla odważnych

Lubię kolekcjonować nowe smaki. To jest z reguły dobra zabawa, ale muszę przyznać że czasem generuje lekki stres. Tak było tym razem. Jak się dowiedziałam, że w Polsce został otwarty pierwszy bar serwujący robale, to stwierdziłam, że muszę tam pójść.

Jeszcze do momentu, kiedy siedziałam w taksówce wszystko było w porządku, ale jak już dotarłam na miejsce miałam ochotę uciekać. Zjeść robale – nieeeeeeee. Potem szybka analiza swot, dobra jednak wchodzę. Niewielki osiedlowy lokal na warszawskim Ursynowie, cztery stoliczki i wielkie akwarium z szarańczami. Biorę kartę i czytam co tu serwują.

Niestety trudno podjąć decyzję, proszę kelnerkę o pomoc. Wyjaśniam, że chcę zrobić zdjęcia i chciałabym zamówić coś hardkorowego. Pani bez namysłu odpowiada - szaszłyk. Jako, że mam poczekać na przyrządzenie dania piętnaście minut, idę na papierosa, jakoś tak nie czuję się oswojona z tą decyzją. Wracam i jest na stole. Pani tłumaczy, że szarańczy trzeba urwać skrzydełka lub za nie trzymać. Po kolei tłumaczy mi również jakie stworzonka trafią do mojego otworu gębowego. Opowiada o ich smaku i konsystencji. Biorę się za robienie zdjęć. Zanim zaczęłam jeść zrobiłam chyba kilkadziesiąt ujęć tego osobliwego szaszłyka. Jakoś tak odwlekałam moment, kiedy będę musiała go zjeść. Stało się, zjadłam.

Szarańcza – smakuje trochę jak chipsy. Jest chrupiąca i bardzo smaczna (to ta, która wygląda jak przerośnięty świerszcz).
Drewnojad – ma lekko orzechowy posmak i jest ponoć kopalnią łatwo przyswajalnego białka. Też jest lekko chrupiący. W sumie najlepszy z tego całego towarzystwa.
Larwy jedwabnika – smakują trochę jak humus. Mają konsystencję fasoli i są przez to trochę obrzydliwe (to te na samej górze).

W sumie najgorsza w tym wszystkim jest świadomość co się je i wygląd potrawy. Smak jest całkiem niezły. Postanowiłam zamówić deser. Miał być banan, ale poradzono mi ananasa. Już mi robale mniej przeszkadzały, za to sos był trochę za słodki.

Jestem pod wrażeniem podejścia do klienta ludzi, którzy tworzą to miejsce. Wiedzą wszystko o każdym serwowanym daniu. Chętnie opowiadają jak powstawało to miejsce, o dostawcach, o tym jak się uczyli dobierać smaki, jak sami wszystkiego próbowali. Reasumując polecam odważnym :)

A na koniec proponuję zabawę. Napisz co najobrzydliwszego jadłaś w życiu. Ja wybiorę najobrzydliwszą propozycję, oczywiście zupełnie subiektywnie i wyślę coś do poczytania i coś do posmarowania – to niespodzianka ale zapewniam, że laureatka nie pożałuje :)

Spłodziła: Baba jedna