Być czy bywać

Sopot bardziej kulinarnie niż turystycznie

Trójmiasto jesienią ma niewątpliwie dużo uroku. Zapewne zdecydowanie mniej tu teraz ludzi, niż latem, ale powietrze bardziej mroźne. Choć byłam tu trzy dni, to niestety służbowo i za dużo nie odpoczywałam, ale nawet w pracy jeść coś trzeba, dlatego tym razem będzie bardziej kulinarnie, niż turystycznie. Swoją tegoroczną nadmorską gastroturystykę o dziwo nie zaczęłam od ryby, a od kuchni indyjskiej.

W poszukiwaniu miejsca, które mnie dobrze nakarmi natrafiłam na Tandoor House przy ul.Grunwaldzkiej w Sopocie. Jak się dowiedziałam nazwa tego lokalu wzięła się od tradycyjnego indyjskiego pieca Tandoor. Krążą również pogłoski, że tamtejszy Szef Kuchni jest jednym z najbardziej znanych kucharzy kuchni indyjskiej w Polsce. Miejsce niewielkie, ale bardzo przytulne – typowe dla tego typu restauracji.

Dania baaaaaaardzo aromatyczne i ładnie podane, a do tego ceny przystępne. Na pierwszy ogień poszło moje ulubione  Mango Lassi – to jogurt pitny z mango – jeden z lepszych jakie piłam. Potem też już chyba tradycyjnie biały ser podany na ciepło w sosie z nerkowców, też pyszny :) Do dania głównego można wybrać dowolny dodatek, wybór padł oczywiście na specyficzne placki. Plus za to, że są gratis do dania, a mały minus, że są bez przypraw. Polecam - warto tam wdepnąć. Jeśli lubisz taką kuchnię, a jesteś akurat z Warszawy to zajrzyj koniecznie tu ;)

Wieczorem trafiliśmy do osobliwego miejsca pod nazwą Puzon :) Uwielbiam takie spelunko – knajpki! Kojarzą mi się z najbardziej beztroskim czasem w życiu, czyli przełomem liceum i studiów. W takich miejscach zwykle nie jest zbyt sterylnie – delikatnie mówiąc. Zapach przypomina o czasach, kiedy można było siedzieć przy stoliku z burzą włosów i chwiejnym gestem dłoni przy ustach ... a nie jak teraz marznąć pod drzwiami lokalu i szybko palić, zanim ręce się odmrożą. Chociaż ma to swoje uroki – można spokojnie zmienić lokal bez lęku, że smród za nami polezie.





Tupot Mew – sama nazwa prosiła się, żeby tam zajrzeć.
Bezpretensjonalnie, stylowo i pysznie – tak w skrócie można opisać jedno ze smaczniejszych miejsc w Sopocie. Bardzo krótkie menu składa się z tradycyjnych dań z fantazyjnymi dodatkami, przyrządzonymi z sezonowych składników. Wszystko ładnie podane, świeże, smaczne i aromatyczne. Jak obiad w Sopocie, to tylko tam. - tak opisałam restaurację do Filiżanki Smaków. Co tu dodać? Może to, że pyszna ogórkowa?

 

W sumie w przyszłym tygodniu znowu wybieram się do Trójmiasta, raczej Gdynia i Sopot niż Gdańsk. Polecisz jakieś smaczne miejsce w tych okolicach?

Spłodziła: Baba jedna