Chorwacja
Być czy bywać

O zapachach Chorwacji i całkiem "zjadliwym" bimbrze ...

Dante zachwycał się błękitem chorwackiego morza, Kasjodor zachwalał boskie życie nadmorskich patrycjuszy. We wszystkich przewodnikach przeczytamy o bogatej i dziewiczej chorwackiej przyrodzie i dziedzictwie kulturowym. Dużo obrazów, a mało zapachów. Jako, że jestem tu pierwszy raz, a miejsca wcześniej oglądałam tylko oczami Kusturicy, muszę wybrać jeden zmysł, który pozwoli mi zweryfikować pierwsze wrażenia z rejsu z Bosforem.

 Chociaż głównie myślę obrazami, tym razem napiszę o zapachach. Obrazy i tak na pewno już znasz, z tych wszystkich kolorowych widokówek ...

Chorwacja w czerwcu nie pachnie intensywnie, ma bardzo subtelny zapach. Czerwiec to  czas, kiedy Chorwaci leniwie przygotowują sie na przyjęcie tabunu turystów. Nie ma tu jeszcze wielkiego gwaru i portowego zapachu potu – to akurat dobrze. Trochę szkoda, że nie czuje się tu o tej porze lawendy, za którą może nie przepadam, ale a nuż bym się przekonała ;)

Pierwszym i wyjątkowo przyjemnym zapachem, który do mnie dotarł po przyjeździe na miejsce (pomijając fakt, że po 20 h podróży zmysły miałam nieco stępione) był powiew morza. Nie zapach ryby pomieszanej z ropą, który był mi znajomy. To raczej zapach wiatru, przestrzeni i jakby nie było -  ryby, ale takiej świeżej i "wolnej". To o poranku. Inaczej w trakcie rejsu, czujemy wtedy aromat morskiego wiatru, którego z lądu nie masz szansy poczuć. Wieczorem morze nabiera dużo bardziej intensywnego zapachu, bardzo przyjemnego i wakacyjnego.

Aromatów jest tu sporo – zioła, wiatr i kamienie. Cudowne i aromatyczne są nadmorskie deptaki i uliczki. Nie czuć tu starym, przepalonym olejem, frytkami, starą rybą i naleśnikami. Tu roznosi się zapach delikatnego wiatru i rozgrzanych kamieni.

Zapach kościoła do kolekcji. Wąchałaś kiedyś mury kościoła? Uwielbiam, zawsze to robię! Wchodzę do takich przybytków tylko w celach turystycznych i zawsze je wącham. Zapach naszych polskich kościołów przypomina raczej pleśń, stary mech i mokry kamień. Tutaj mury kościoła pachną rozgrzanym kamieniem i wiatrem z domieszką niewielkiej ilości wilgoci.

Oliwa – wydawało mi się, że wiem o niej dosyć sporo. Na miejscu okazało się, że nie wiem kompletnie nic. Tutaj oliwa ma tak dużo do zaoferowania kubkom smakowym, że w zasadzie wystarczyłaby kromka świeżego chleba i można by było nic więcej nie jeść. W każdej knajpce, na każdej wyspie jest inna, naprawdę zupełnie inna. To jest cudowne, kupujemy ją u lokalnych "rolników", w butelkach po "wodzie mineralnej" i za każdym razem nie wiemy, czego się spodziewać. Wrażenia przerastają oczekiwania :)

Śniadania na jachcie są wyjątkowo aromatyczne – pachną rozmarynem zbieranym przy brzegu, oczywiście świeżą oliwą i ajvarem. Ajvar to ostra pasta (można też wybrać w wersji łagodnej) z pomidorów, papryki i bakłażanów. Ma lekko cierpki zapach, ale smak doskonały. Do śniadaniowych aromatów obowiązkowo należy dołączyć sery. To kolejny chorwacki specjał, o którym trzeba wspomnieć. Nie mają ostrych aromatów, nie drażnią nozdrzy, zdecydowanie różnią się od tych francuskich. Są delikatne i subtelne jak wszystko tutaj.

 Lokalne alkohole – to przede wszystkim rakija i wino. Wino od "dziadka bimbrownika" – zaskoczyło mnie smakiem, zapachu nie umiem opisać, pachnie po prostu winem. Smakuje obłędnie.  Więcej o alkoholu możesz poczytać tu – kobiecie nie wypada pisać o bimbrze ...

Na koniec figi z liściem laurowym. To takie ciekawe i zaskakujące połączenie. Słodki zapach figi + aromat liścia laurowego, to wszystko kupione od uśmiechniętej starszej pani na wyspie, tuż przy malutkiej, półdzikiej marinie.

A jakie są Twoje ulubione zapachy wakacji?

 

Spłodziła: Baba jedna