Być czy bywać

O tym jak czas na chwilę się zatrzymał i ruszyłyśmy w podróż w głąb siebie

Trudno nam jeszcze dojść do siebie i wrócić do rzeczywistości, mimo, że od naszego powrotu z Pałacu Zdunowo minęły cztery dni. Choć pobyt był weekendowy, to tak intensywny, że śmiało mógłby zastąpić urlop. Do pałacu zostałyśmy zaproszone w lutym i miałyśmy tam spędzić jedną noc, ale w międzyczasie Agnieszka (sales manager pałacu) zaproponowała nam udział w warsztatach Tworzenia Szczęśliwego Życia. Przyjęłyśmy propozycję z wielką ciekawością i lekkim niepokojem, bo trudno nam było ocenić, czego możemy się spodziewać. Pobyt przeszedł nasze oczekiwania na wielu płaszczyznach. Żeby nie robić bałaganu i nie powielać myśli postanowiłyśmy podzielić wpis na kilka części. Podzielimy się obie swoimi wrażeniami i spostrzeżeniami.

PAŁAC ZDUNOWO

Wrażenia Baby Jednej
* To niezwykły, ponad stuletni obiekt. Pierwsze wrażenie jest dość zaskakujące, ponieważ zapach wnętrz zupełnie nie przypomina lekko stęchłej aury starych pomieszczeń a wręcz przeciwnie. Pachnie tu świeżością, a to za sprawą gruntownego remontu, który obiekt przeszedł kilka lat temu. Właścicielka pałacu jest architektem wnętrz, a efekty jej pracy można podziwiać w nieskończoność. Każdy szczegół jest tu solidnie dopracowany, znajduje się dokładnie tam, gdzie powinien się znaleźć. Dbałość o szczegóły widać na każdym kroku, począwszy od klamek, kinkietów, parkietu a skończywszy na kratkach wentylacyjnych (które są zdobione floralami). Wnętrza zostały tak urządzone, aby goście czuli się jak najbardziej komfortowo. Najwyższej klasy materace, dopasowujące się do kształtów, wygodne wanny i przestronne pokoje to tylko początek. Znajdziemy tu bibliotekę wyposażoną w bardzo ciekawe pozycje oraz wiele miejsc, w których można w większej grupie miło spędzić czas. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, czuć tu dobrą energię.

Wrażenia Baby Drugiej
* 21 pokoi, 100 skrzydeł drzwiowych, 512 klamek w oknach i 5 lat nieustannej pracy nad renowacją z fenomenalnym skutkiem. Obecnym właścicielom pałacu należą się wszystkie nagrody świata przyznawane za ratowanie obiektów zabytkowych. Nigdy w życiu nie widziałam wnętrz tak dopracowanych, jak tutaj. Wszystko komponuje się doskonale, niczym ogromna układanka. Jest ekskluzywnie, ale nie przytłaczająco - jak to zwykle bywa w podobnych miejscach. Wręcz przeciwnie, czułam się tam doskonale, zarówno w przestronnych salach, jak i w pokoju, w którym mieszkałyśmy. Swoją drogą - dobrze, że nie mam tak ekstremalnie wygodnego łóżka, jak tamtejsze, bo rano nigdy nie byłabym w stanie nigdzie zdążyć na czas ;) Przede wszystkim: żadne zdjęcia nie oddadzą piękna i niesamowicie pozytywnego klimatu tego miejsca. To trzeba zobaczyć, przeżyć i pochłonąć :) I jeśli tylko macie możliwość je odwiedzić - nie warto zastanawiać się ani chwili!

KUCHNIA PAŁACOWA

Wrażenia Baby Drugiej
* Słysząc o menu przygotowanym specjalnie na warsztaty lekko się przeraziłam. Brak kawy, słodyczy i mięsa, a podstawą diety warzywa i owoce o łącznej wartości energetycznej 800 kalorii, hmm... Jednak wygląd i smak podawanych potraw całkowicie mnie przekonał - tak pięknych kolorów i pysznie przyprawionych, prostych (!) dań się nie spodziewałam. Poza tym dokonałam małego, osobistego odkrycia Ameryki - reguła 5 małych posiłków dziennie faktycznie działa ;) Praktycznie w ogóle nie odczuwałam głodu (a byłam pewna, że cały weekend zejdzie mi na marzeniach o pożarciu konia z kopytami) Proponowana dieta ma sens: po prostu trawienie większych posiłków przeszkadza w medytacji. Jestem absolutnie zakochana w serwowanych tam kremowych zupach, a o legendarnej już bezie, podanej na zakończenie warsztatów nie wspomnę. No ok, powiem tylko, że zdecydowanie warto było na nią czekać. Świetny w tym wszystkim był element zaskoczenia i ciekawość, co też tym razem kolorowego znajdziemy na talerzach.

Wrażenia Baby Jednej
* Jak przeczytałam, że będziemy się stołować w kuchni, która uzyskała w 2012 r. miano najlepszej pałacowej kuchni w Polsce, to zastanawiałam się czym nas zaskoczą. Jakie było moje rozczarowanie, kiedy dowiedziałam się, że dieta podczas warsztatów ograniczy się do niewielkich posiłków BEZ DESERÓW i nie przekraczających 800 kcal dziennie. Opcja warzywno – owocowa mnie nie zmartwiła, bo mięsa nie jadam ale niewątpliwie brakowało mi rano, ulubionej na wszelkich wyjazdach jajecznicy. Okazało się, że nie głodowałam, a posiłki były naprawdę satysfakcjonujące. Pięknie podane potrawy cieszyły oko i wbrew wszelkiej logice były sycące. A i na koniec deser się znalazł, ale to już wiesz od Baby Drugiej ;)

WARSZTATY Z ODKRYWANIA SIEBIE

Istotą kursu jest spotkanie swojej podświadomości i nadświadomości, nauczenie się jak z nimi rozmawiać i jak je pokochać... Uczymy jak pozbyć się myśli, jak kierować energię, jak wsłuchać się w siebie i jak uzdrawiać poprzez uwalnianie wspomnień, miłość i przebaczanie. Poszukujemy swojej ponadczasowej tożsamości. Prowadzi Dariusz Chwiejczak, właściciel Pałacu w Zdunowie, autor książki "Czarodzieje mogą wszystko", pracuje nad rozwojem osobistym od 30 lat

Wrażenia Baby Jednej
* W sumie sama nie wiem od czego zacząć. Może tak – jako zdeklarowanej ateistce trudno mi było przyjąć pewne założenia warsztatowe, które zakładają istnienie bóstwa, aniołów i pewnej wcześniej zapisanej historii, która się dokonuje. Trudno mi było również założyć, że jest szansa pozbycia się myśli i pozostanie w bezruchu. I tu pełne zaskoczenie. Medytacje, to wyjątkowo relaksujące zajęcie, które pozwala oderwać się od codziennej gonitwy. Podróż wgłąb siebie, poznanie swoich marzeń i oczekiwań, nie do końca uświadomionych żali. To sposób, który pomaga nabrać więcej pogody ducha, życiowej harmonii i akceptacji dla innych. Nie umiem wytłumaczyć, jak to się stało ale z medytacji wróciłam bez bólu kręgosłupa i kataru (przed samym wyjazdem przez trzy dni leżałam z gorączką, kaszlem i katarem), w doskonałym nastroju. Od przyjazdu nie mam większych problemów z zasypianiem – a do tej pory cierpiałam na permanentną bezsenność. Czuję się niebywale zrelaksowana i gorąco polecam wszystkim, którzy potrzebują się na chwilę zatrzymać i zastanowić co jest dla nich najważniejsze. Reasumując jestem zachwycona i na pewno to nie były moje ostatnie medytacje.

Wrażenia Baby Drugiej
* Podczas tych warsztatów możesz spotkać swoją podświadomość i nadświadomość. Brzmi jak szaleństwo? To jest bardzo pozytywne szaleństwo i polecam się na nie porwać :) Na początku ciężko mi było się "wyłączyć", przestać nad wszystkim się zastanawiać i pozwolić sobie odpłynąć. Wynikało to prawdopodobnie z obawy przed całkowicie nieznanym mi stanem. Z godziny na godzinę jednak coraz bardziej się wyciszałam i otwierałam na nowe doznania. I wiecie co? Naprawdę warto wyłączyć sceptycyzm na 2 dni i po prostu odlecieć z tej planety. Ja właśnie tak zrobiłam i okazało się, że przebywanie ze samą sobą może być niezwykle ciekawym i zaskakującym doświadczeniem. Przy okazji bardzo relaksującym i uspokajającym. To takie spa, tyle że duchowe. Dzięki medytacjom w weekend zaliczyłam tygodniowy urlop. I tak jakoś... lżej się czuję :)

Spłodziły: Baby