Być czy bywać

Nova Loft - najlepsze żarcie na krakowskim Kazimierzu

O krakowskim Kazimierzu nie będę się już rozpisywała, całą swoją nieprzerwanie trwającą miłość wyznałam w jednym z pierwszych postów na tym blogu i zdania póki co nie zmieniłam. Jeśli nie dotarłaś jeszcze do tamtego wpisu, to zajrzyj tu :) Wracam tam przy każdej możliwej okazji, bo czuję się tam trochę jak studentka na weekendowym wypadzie i mam nadzieję, że dopóki nera nie zacznie mnie szarpać i biodro wypadać dalej się będę tak czuła. Mam już swoje ulubione miejsca, kilka już zdążyłam znielubić i tak bywa. Zarówno we Wrocławiu, jak i w Warszawie brakuje mi takiego miejsca – w sumie nigdzie nie ma takiego miejsca i już. Wrocław co prawda ma swoją ul. Włodkowica, ale jednak to nie to samo.

Kilka postów już pisałam o Krakowie, zabrakło trochę strony kulinarnej. Trzeba zatem nadrobić.
Nova Loft – trochę do końca nie łapię, czy to dwa oddzielne twory (restauracja Nova i Nova Loft), czy to tylko wieeeeeeelki lokal podzielony na kilka części. To w sumie nie ma żadnego znaczenia, bo wszystko znajduje się w jednym miejscu, w samym sercu Kazimierza przy ul. Estery 18. Można usiąść w zaaranżowanym lofcie, na górze w części bardziej przypominającej restaurację, lub na sporym tarasie. Byłam tu kilkukrotnie, nie zawiodłam się nigdy. Mam nawet wrażenie, że ostatnio się znacznie poprawiła jakość obsługi i skrócił się czas oczekiwania na jedzenie. Karta dosyć spora, ludzi dziki tłum (ale w sumie czego oczekiwać w majowy weekend na krakowskim Kazimierzu), a na zamówione dania czekaliśmy 20 minut. Brawo!

Co do samego menu, to pozwolę sobie zacząć od drinków. Bardzo cieszy mnie możliwość zamówienia ciekawych propozycji bezalkoholowych. Alkoholem nie gardzę, ale nie zawsze mam na niego ochotę, a lubię napić się nietuzinkowego, smacznego drinka owocowego. Nie znoszę miejsc, gdzie na zapytanie - co macie dobrego do picia bez alkoholu - pada odpowiedź – soki i colę. A już do szału mnie doprowadza, kiedy zamawiam drinka na lodzie i dostaję jakieś marne popłuczyny, ze smutnie snującymi się trzema kosteczkami lodu. Na lodzie, to na lodzie. Tam to jest oczywiste. Wszystko jest podane jak trzeba. Polecam lemoniadę arbuzowo – truskawkową. Obłędna...

Jedzenie tam to prawdziwa poezja smaku. Dania spore i syte, doprawione dużą ilością świeżych ziół. Warzywa w oryginalnych połączeniach i zaskakujących formach. Serwują tam również smaczne śniadania, za co mają dodatkowy plus. W sumie jadłam tam zarówno makarony, sałatki jak i danie rybne. Nie mam się absolutnie do czego przyczepić. Może raz miałam trochę za tłusty sos do makaronu, ale za to jaki pyszny ... A te pierożki z soczewicą ...Ich sałatki zasługują na szczególną uwagę, chociaż cenowo dorównują daniom głównym (dwadzieścia parę złotych), to są naprawdę ogromne i pyszne. Polecam z czystym sumieniem, będę tam jeszcze nie raz jadała ;)

A Ty masz swoje ulubione miejsca na krakowskim Kazimierzu?

Spłodziła: Baba jedna