Być czy bywać

Muzeum Fryderyka Chopina - emocje, dźwięki i koszmarna ręka na pamiątkę...

Widzę, że coś nie bardzo interesuje was moja propaganda związana z muzeami, ale nie mogę się powstrzymać i zaserwuję wam jeszcze jeden post. Za to mogę obiecać, że na jakiś czas dam sobie spokój i nie będę męczyła. Pogoda nie sprzyja piknikom i wycieczkom plenerowym, zatem może jednak ktoś skorzysta z moich wypocin. A naprawdę warto.

Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie to miejsce niezwykłe, które warto zobaczyć i usłyszeć. Ciekawie zaaranżowana przestrzeń, przepełniona dźwiękami powinna zainteresować "odwiedzaczy" w każdym wieku, niekoniecznie melomanów. Ja do nich nie należę, a wizyta w muzeum dostarczyła mi sporą dawkę emocji. Chopina słuchała moja nieżyjąca przyjaciółka. Próbowała mnie wielokrotnie namawiać na wycieczkę do tego miejsca, ale jakoś tak się opierałam. Zawsze znalazłam coś innego, co chciałam zobaczyć i to muzeum odkładałam na tzw. następny raz. Agi już nie ma z nami prawie rok a ja ciągle czułam się zobowiązana, żeby tam pójść, bo przecież obiecałam. Z Agnieszką nic nie było zwyczajne, takie też jest to muzeum. Jestem przekonana, że ją również zachwyciły pamiątki które można tam nabyć, ale o tym potem.

To kolejne miejsce na miarę europejskich przybytków kultury. Z tą tylko różnicą, tu jest zdecydowanie taniej. Bardzo mnie cieszy fakt, że w Polsce kultura jest naprawdę w przystępnych cenach. Na wejście do muzeum może sobie każdy pozwolić.

Życie Chopina, to muzyka, podróże i kobiety. W muzeum poczytamy jego listy (dla bardziej leniwych wersja do odsłuchania), dowiemy się gdzie bywał, co robił, za kim tęsknił. Muzyki możemy posłuchać  na specjalnie przygotowanych stanowiskach i w kapsułach. Towarzyszy nam przez cały czas zwiedzania. Towarzyszą nam też inne dźwięki, np. Kaszel. Tak kaszel, odgłosy duszenia się, mają nam przypominać, że to był naprawdę chory człowiek, który w niektórych kręgach wzbudzał strach. Ludzie się bali zarazić śmiertelną chorobą. Trochę to było przerażające, ale niewątpliwie zmuszało do refleksji ... (Na zdjęciach pojawiają się małe, czarne mikrofony zwisające z sufitów – to one kaszlały).

Jeśli dorobiłaś się potomstwa, to śmiało możesz je zabrać ze sobą. Jest tu całe mnóstwo atrakcji, które zainteresują najmłodszych.

No i czas na koszmarną pamiątkę. Naprawdę nie mam pojęcia jak można coś takiego wymyślić. Odlew ręki Chopina? Już sobie wyobrażam minę pierworodnego, któremu przywożę taki osobliwy prezent. To jakiś total.

Spłodziła: Baba jedna