Lublin – trochę magii
Być czy bywać

Lublin – trochę magii

Jako niedoszła czarownica uwielbiam miejsca magiczne, a takim miejscem jest niewątpliwie starówka w Lublinie.

Z drugiej strony jako patriotka lokalna mam wyrzuty sumienia, że chce na początek wspomnieć o Lublinie "zdradzając" Wrocław, pełen magicznych zakątków. Babo Druga szybko to nadrób – wiem, że masz perełkę w zanadrzu ;)

Lubelska starówka pachnie przedwojenną kawiarenką i kupieckim straganem. Pachnie czymś zupełnie nieokreślonym i ulotnym. Zapachu nie można pokazać, a niezwykłe miejsca i owszem. Sznur nieodrestaurowanych kamienic tworzy tu zaskakujący kolaż z dumnie prezentującymi się nowoczesnymi elewacjami. Trudno to ogarnąć. Obawiam się, że prędzej czy później wszystkie zostaną odnowione i bezpowrotnie stracą swój niepowtarzalny klimat. Tu wszystko jest takie proste, nieprzegadane a takie urokliwe. W samym centrum sklep Cynamonowy, trochę dalej sklep Proszę Słonia, ale słonia tam nie uświadczyłam, tylko całe tabuny czartów. O lubelskich czartach i ich łapach można poczytać tutaj

Lublin dla mnie ma smak niepasteryzowanego piwa miodowego, które serwuje gospoda Sielsko Anielsko. To iście anielski trunek, chociaż nie jestem wielbicielką złotego napoju.

Każde miasto trzeba sobie oswoić. Ja Lublina jeszcze nie oswoiłam, ale zrobię to wkrótce. Nie chcę oglądać atrakcji turystycznych, chcę zobaczyć smaczki, zakamarki i stare podwórza. Takie miejsca, które kryją w sobie tajemnicę, czyjeś wspomnienia, takie jak podwórze przy teatrze Andersena.
Czuję niedosyt, jeszcze tam wrócę ...

Spłodziła: Baba jedna