Cafe Kofeina
Być czy bywać

Łódź kulinarnie

Jako, że przy okazji koncertu spędziłam w Łodzi półtora dnia, nieuniknione było posilenie się i odwiedzenie kilku przybytków kulinarnych.

Miasto mówiąc szczerze niespecjalnie mnie zachwyca, jednak niektóre miejsca na ulicy Piotrkowskiej są zdecydowanie warte polecenia!

Do Cafe Kofeina (Piotrkowska 102) wpadliśmy na dwie godziny przed koncertem, żeby szybko postawić się na nogi  - podróż pociągiem niezbyt dobrze na nas wpłynęła. Trafiliśmy w dziesiątkę, bo miejsce okazało się przemiłe, ciepłe i przede wszystkim z dobrą kawą świetnej jakości. A wiem, co mówię, bo mieliśmy ekspertki kawowe w szeregach ;) Pyszne espresso, podane jak trzeba, dało mi porządnego kopa na ładnych parę godzin! Moi towarzysze pili z kolei cappuccino i również sobie chwalili. Na dodatek w tle słyszeliśmy dobrą muzykę, idealną na chwilę relaksu z kawką. I te ceny! O wiele sympatyczniejsze od wrocławskich… Można zjeść ciacho, kanapkę, spróbować koktajli owocowych. Czego chcieć więcej ? Aaa, i jeszcze obsługa była miła :)

Obiad z kolei pochłonęliśmy w Pizzerii Solo (Piotrkowska 41). Lokal może nie ujmuje swoim wnętrzem, kolejki mogą odstraszać, ale jest na co czekać. Oprócz bardzo przyzwoitej pizzy serwują tam pyszne sałatki i makaron. Próbowałam spaghetti Carbonara i szczerze polecam.  Wyszliśmy  nieprzyzwoicie objedzeni z niewiele lżejszym portfelem.

Za to nie polecam Kebab House, do którego zaszliśmy w nocy, mocno już przegłodzeni. Wszyscy skusiliśmy się na tortille z różnymi rodzajami mięsa i wszyscy (!) źle trafiliśmy. Placek zimny, mięso niezbyt  smaczne i chłodne, wymieszane z surówką, która chyba z tego wszystkiego była najzjadliwsza. Gdyby nie głód, wszystko zostałoby na talerzu…

Pomijając to rozczarowanie (o którym mam nadzieję, szybko zapomnę), kulinarne doznania w mieście Łódź będę wspominać bardzo pozytywnie...

... i Misia Uszatka też ;)

Spłodziła: Baba druga