Być czy bywać

Kazimierz Dolny - żydowskim szlakiem

Opowieścią o wędrówce szlakiem Żydów Kazimierskich kończę "cykl" o naszej przygodzie w tym mieście. W końcu ileż można ;) Słowa wędrówka użyłam trochę na wyrost, bo jak już wcześniej pisałam, tam jest wszędzie blisko i za bardzo się nie nachodziliśmy. Ale warto było zobaczyć, poczuć klimat i spróbować doskonałej żydowskiej kuchni.

Zacznę od drewnianego budynku dawnych jatek koszernych. To obiekt znajdujący się w centrum Małego Rynku. Nie bardzo chcę myśleć, co tu się kiedyś działo – teraz mieszczą się tu sklepiki z pamiątkami, nalewkami i miodem oraz mała, klimatyczna kawiarenka. Zatrzymaliśmy się tu na chwilę aby skosztować ekologicznych nalewek w wyjątkowo rujnującej cenie.

Nieopodal dawna synagoga, wybudowana w drugiej połowie XVIII w. Całkowicie zniszczona podczas wojny i odbudowana z przeznaczeniem na kino. Kina tam jednak nie ma i w sumie dobrze (chociaż mieszkańcy pewnie ubolewają, bo najbliższe kino znajduje się w Puławach). Obecnie możemy tam obejrzeć wystawę fotografii Benedykta Jerzego Dorysa pt. "Żydowski Kazimierz".

Najsmutniejszym zakątkiem, związanym z Kazimierskimi Żydami jest niewątpliwie kirkut mieszczący się na Czerniawach. To miejsce masowych egzekucji z czasów II wojny światowej. Całkowicie zdewastowany (znajdujące się tu macewy zostały użyte do wybrukowania dziedzińca siedziby gestapo), został w latach osiemdziesiątych symbolicznie odnowiony. Wzniesiona ściana z charakterystycznym "pęknięciem" ma symbolizować tragiczne losy Żydów. Płyty nagrobne starano się grupować zgodnie z obowiązującym na cmentarzach żydowskich podziałem na kwatery kobiece i męskie: po lewej umieszczono w większości nagrobki kobiet, po prawej - mężczyzn. Część macew ustawiono po lewej stronie tego swoistego lapidarium. Warto przejść na drugą stronę muru -  ja miałam wrażenie jakbym przechodziła przez portal do jakiegoś innego, magicznego wymiaru.

Już powoli staje się regułą, że kończę opisując miejsce, gdzie można dobrze zjeść, tym razem knajpka "U Fryzjera". Kuchnia Żydowska, doskonały klimat i nienachalna muzyka. Ciekawe, niecodzienne dania (w karcie znaleźliśmy np. Śniadanie chory kotek, które składało się z kawy, żurku i tabletki Alkaseltser). Ja szczególnie polecam macę serową – najrozsądniej zjeść ją z kimś do spółki albo połowę zanieść do domu (wyjątkowo syta).

Mam jakąś taką dziecinną słabość do infantylnych pamiątek i nie mogłam sobie odmówić tej figurki. Co gorsza zaopatrzyłam w podobną babomamę i teściową a ostatnia czeka na Babę Drugą. Uruchamiając myślenie magiczne, którego każdy człowiek czasem potrzebuje ale nie każdy się przyznaje, założyłam, że przyniosą nam fortunę ;)

Spłodziła: Baba jedna