Być czy bywać

Jarmark Jagielloński - wschodnia uczta w Lublinie

Taka dzisiaj ciepła noc, że obudziły się we mnie wakacyjne wspomnienia. O Kazimierzu już chyba napisałam wszystko o czym chciałam wspomnieć, zatem czas na Lublin. Kiedyś pisałam, że tam wrócę i dotrzymałam danej sobie obietnicy – wróciłam i przytargałam rodzinę. Tym razem trafiliśmy na wyjątkową imprezę we wschodnim klimacie – Jarmark Jagielloński.

Na stronie jarmarku czytamy: Sztuka i rzemiosło tradycyjne reprezentowane przez twórców ludowych z Polski, Ukrainy, Białorusi i Litwy, koncerty muzyki tradycyjnej i inspirującej się nią muzyki folkowej, warsztaty edukacyjne dla dzieci i dorosłych, wystawy, pokazy, a wszystko na uliczkach Starego Miasta w Lublinie, gdzie mury kamienic niejedną historię zasłyszały, niejedną kryją legendę i tajemnicę, a wszystko obserwuje złoty kogucik z Wieży Trynitarskiej.



I faktycznie nie zawiedliśmy się. Nie uświadczyliśmy tu tandety i chińskich gadżetów, jak to było w przypadku Jarmarku Dominikańskiego. Tutaj królowało rzemiosło i sztuka ludowa. Pomijając epizod z dwugodzinnym czekaniem w kolejce na warsztaty garncarskie, w których pierworodny MUSIAŁ uczestniczyć, nudzić się tu nie było czasu. Już samo oglądanie tego co działo się wokół stoisk, dawało wiele satysfakcji. Można było uczestniczyć w procesach twórczych ludowych artystów, obserwować jak pracują rzemieślnicy a na koniec przysiąść na Placu Po Farze i posłuchać porywającej muzyki. A muzyka nas tak porwała, że nawet zaopatrzyliśmy się w płytę ;)
Linkuję teledysk – może i Was porwie...

Porwał mnie również Prawdziwy Dziad. Tak, dziad – jak sobie wyobrażam słowo dziad, to właśnie jego widzę. Prawdziwy artysta piszący ikony na swoim stoisku. Przecudnej urody Dziad w najbardziej pozytywnym znaczeniu. Dlatego postanowiłam go umieścić na zdjęciu tytułowym.


Zachwycił mnie także olej – moje największe zaskoczenie kulinarne tego roku. Niby popularny olej rzepakowy ale jaki pyszny! Proces tradycyjnego, ręcznego tłoczenia na zimno tak nas zachęcił, że postanowiliśmy nabyć butelkę. Nie wiem, czy to kwestia technologii, czy pochodzenia rzepaku (Roztocze) ale efekt zdumiewający. Olej pachnie jak skórka świeżego chleba, jest obłędny :)
Po przyjeździe znalazłam ich stronę i zaopatrzyłam się w zapas – nie możemy się już bez niego obejść. Może w przyszłym roku do nich pojedziemy ...


Tym kulinarnym akcentem kończę i zapraszam wkrótce na relację z Mazur a teraz do obejrzenia zdjęć ;)

 

P.S. Podziękowania dla mojej rodziny z Lublina za wspaniałą gościnę, nocne rozmowy i wielką torbę cukierków, którą cieszyliśmy się do końca wakacji :)

Spłodziła: Baba jedna